Hackathon lekiem na koronawirusowe problemy

Epidemia koronawirusa wywróciła życie większości firm do góry nogami. Z dnia na dzień wiele branż musiało radykalnie zmienić model dotychczasowego działania. Maksymalizację zysków zastąpiła obecnie minimalizacja strat, dlatego największe szanse na przetrwanie kryzysu mają ci, którzy najszybciej dostosują się do nowej rzeczywistości. Rzeczywistości, w której nie ma czasu na długie badania, szczegółowe plany i strategie. Narzędzia muszą bowiem zostać wdrożone tu i teraz. 

W obecnej sytuacji biznes siłą rzeczy zwrócił się w kierunku rozwiązań elektronicznych. Ich przewagą nad rozwiązaniami bazującymi na urządzeniach czy sprzęcie jest fakt, że można je wytworzyć i powielić dużo szybciej, koordynując projekt całkowicie zdalnie. 

Szybciej to jednak pojęcie względne. W obu przypadkach mówimy przecież o tygodniach czy nawet miesiącach pracy. A wiadomo, że obliczu koronawirusa każdy dzień jest jednak na wagę złota. Nic więc dziwnego, że wielu przedsiębiorców ma poczucie, że jedyną opcją jest zamknięcie firmy, pożegnanie się z pracownikami i czekanie na lepsze czasy.

My mówimy – spróbuj działać. Bo rozwiązanie problemu może być na wyciągnięcie ręki. Dobrze wiedzą to twórcy idei hackathonów.

Hackathon – prototyp w 24 godziny

Hackathony to w skrócie mówiąc maratony projektowania, w których biorą udział zespoły złożone z programistów, grafików, twórców interfejsów i menedżerów projektów. Tego typu wydarzenia organizowane są na całym świecie przez firmy prywatne, różne  organizacje, a nawet władze państwowe czy lokalne. Ich istotą jest stworzenie prototypu jakiegoś rozwiązania w maksymalnie krótkim czasie – najczęściej w 24 lub 48 godzin.

Hackathony to konkursy, w których chodzi nie tylko o wypracowanie działającego systemu, który będzie można później rozwijać, ale także wyłowienie programistycznych talentów. O tym, że jest to niezwykle skuteczna metoda, może świadczyć fakt, że swoje maratony z chęcią organizują światowi giganci – Coca-Cola, Samsung, McDonald’s, Ford czy Toyota. Niektórzy uczestnicy wychodzą z nich z nagrodą pieniężną oraz… ofertą nowej pracy. 

Co ciekawe, jako użytkownicy nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak często narzędzie, program czy funkcja, z których właśnie korzystamy, powstały na hackathonie. Lubisz oznaczać znajomych pod śmiesznymi memami na Facebooku? Stosujesz nakładki na zdjęcie profilowe? Znasz GroupMe czy Workflow? To tylko niewielka część przykładów zwycięskich projektów, których pierwsze wersje powstały w niecały weekend. 

Zaraz, zaraz, ale jak to się ma do mojej firmy?

W obecnej sytuacji oczywiście nie zachęcamy nikogo do organizowania hackathonu. Chodzi nam bardziej o pokazanie pewnego sposobu myślenia o szukaniu rozwiązań dla bieżących problemów. W maratonach projektowania liczy się bowiem odwaga, pomysł, elastyczność i gotowość do improwizacji. Hackathon ma w sobie coś z zabawy, ale w realnym życiu stawka w grze jest bardzo wysoka – od tego może bowiem zależeć przyszłość naszego biznesu.  

Od czego więc zacząć pracę w trybie hackathonu? Najpierw musimy zidentyfikować i opisać proces, który chcemy usprawnić lub wdrożyć. Może to być cokolwiek, np.:

  • Jak usprawnić obsługę klientów, aby jednego dnia zrealizować więcej zamówień?
  • Jak zoptymalizować pracę zespołu?
  • Jak wdrożyć zamówienia online?

Przy czym należy pamiętać o podstawowej zasadzie. Aby projekt powstał szybko, potrzebne są pewne kompromisy. Gdzie szukać oszczędności (czasowych i finansowych)?:

  • Rozwiązanie nie musi być ani “piękne”, ani zgodne z identyfikacją wizualną firmy. Ma być przede wszystkim funkcjonalne i proste w obsłudze. Na dopracowywanie szczegółów przyjdzie odpowiednia pora.
  • Warto wybrać technologię, która jest w zasięgu naszych możliwości finansowych – nawet tę najtańszą. Chodzi przecież o uruchomienie narzędzia w sytuacji kryzysu.  
  • Dobrze jest maksymalnie zawęzić grono decyzyjne – w ten sposób nie będziemy rozwlekać pracy w czasie. Jakakolwiek decyzja jest lepsza niż trwanie w zawieszeniu. 
  • Na początku należy przetestować rozwiązanie na małej skali odbiorców – w ten sposób sprawdzimy poprawność działania i swoich wstępnych założeń.
  • Wystarczy, że przygotujemy tylko niezbędną, minimalną dokumentację.

Jak to może wyglądać w praktyce? Weźmy za przykład sklep spożywczy, pod którym przez wprowadzenie limitów klientów, tworzą się długie kolejki. Jego właściciele wpadli na pomysł wprowadzenia opcji zakupów z dowozem w obrębie miasta. W takiej sytuacji nie muszą porywać się na wielki e-commerce – swoją rolę w stu procentach spełni prosty sklep online w modelu click and collect z 50 najpopularniejszymi produktami pierwszej potrzeby. 

Idźmy jednak dalej. Pod sklepem stoi paczkomat. Może wystarczy więc złożyć zamówienie, a pracownicy samodzielnie skrócą proces logistyczny, wkładając zamówiony towar do odpowiedniej skrytki? A szafki na plecaki i torby? Dlaczego nie stworzyć z nich wewnętrznego “paczkomatu” do darmowego odbioru zakupów? 

Ciekawym przykładem jest rozwiązanie wprowadzone przez sieć hipermarketów Auchan, które maksymalnie upraszcza proces zakupów online – przez ich prostą stronę można zamówić gotowe zestawy zakupów. Dzięki tej decyzji nie trzeba wdrażać sklepu internetowego, integrować płatności online, wprowadzać towarów, cen i stanów magazynowych. Kompletowanie takich zakupów także można w znaczący sposób zoptymalizować, mamy bowiem ograniczoną listę produktów. Odbiór odbywa się w wybranym sklepie, z płatnością kartą po podaniu wcześniej ustalonego kodu.

Burza mózgów w gronie pracowników pomoże zespołowi wygenerować więcej podobnych pomysłów na przetrwanie trudnego okresu. Niektóre z nich będą nietrafione, ale być może znajdzie się jeden, dzięki któremu firma odniesie zwycięstwo albo przynajmniej zminimalizuje straty.  

A jeśli chcesz wiedzieć więcej o “hackhathonowym” sposobie rozwiązywania problemów, odezwij się do nas. Porozmawiamy o tym, jak już dziś możesz pomóc swojemu biznesowi.

99 pytań o e-commerce, które zadają nam klienci w trakcie kryzysu – cz. 1

Kryzys wyzwala ruch płyt tektonicznych. Jednym grunt zapada się pod stopami, innych proces górotwórczy wynosi na wyżyny. Bez względu na czas i miejsce, pytania klientów mają podobną treść i źródło – zwykle chodzi o zwiększenie sprzedaży, wydajność, optymalizację procesów w biznesie i bezpieczeństwo. W obecnej sytuacji treść tych pytań zyskuje jednak nowy wyraz.

To pierwsza część pytań klientów i odpowiedzi specjalistów Autentiki i WellCommerce. Będziemy rozwijać ten wątek sukcesywnie, by pokazać, że wybór platformy e-commerce to strategiczna decyzja, która powinna uwzględniać nie tylko koszt wdrożenia “tu i teraz”, ale przede wszystkim jakość wykonania platformy, zakres funkcji, gwarancję i poziom wiedzy zespołu, z którym wiążemy się na wiele kolejnych lat. 

Na początek multi-store i integracja z Comarch Optima. Zapraszamy.

* * *

Działamy w wielu krajach, w oparciu o lokalne magazyny i koszty operacyjne. Potrzebujemy zmieniać ceny produktów w zależności od państwa, a nie języka użytkownika. Jak to osiągnąć?

Zakładając, że dostęp do systemu będzie uzależniony od kraju, w którym działa administrator, najlepszym rozwiązaniem jest wykorzystanie wbudowanego w systemie WellCommerce trybu multi-store

Pozwala on właścicielowi systemu zdefiniować dowolną liczbę sklepów (każdy sklep pod inną domeną internetową) i dla każdego z nich określić inne formy wysyłki, formy płatności i pozostałe kluczowe elementy konfiguracji. Jest to możliwe, gdyż system WellCommerce nawet przy jednym sklepie działa w trybie multi-store. To podstawowy i najważniejszy moduł oprogramowania.

Zarządzanie cenami produktów w zależności od kraju jest możliwe do wykonania z wykorzystaniem modułu magazynów – możemy określić dowolną liczbę magazynów i niezależne ceny dla każdego z nich.

Korzystając z tej opcji, po stronie produktów wystarczy wskazać, w jakich magazynach występują. Jednocześnie dany magazyn zostaje podpięty pod konkretny sklep, dzięki czemu stosowane w nim ceny i stany magazynowe brane są z jego ustawień.

Zobacz przykład: https://nimb.ws/8OtAfS

Taki wariant działania jest obecnie stosowany w sklepach katherine.pl oraz vezzi.pl – są to dwa sklepy w trybie multi-store, przy czym mimo częściowo wspólnego asortymentu, polityka cenowa kształtowana jest w nich niezależnie.

* * *

Co w sytuacji, gdy mój sklep działa w wielu krajach i potrzebuję, by administrator przykładowo w Austrii, widział tylko produkty i zamówienia z Austrii. Dotyczy to również stanów magazynowych i obrotów.

Jeżeli wykorzystamy tryb multi-store oraz założymy, że jeden kraj ma przypisany jeden sklep, to wszelkie informacje w panelu będą filtrowane po aktywnym sklepie, a administrator będzie mógł przełączać się dowolnie pomiędzy sklepami, do których ma dostęp. 

W ramach funkcji multi-store najważniejsze elementy systemu mają oznaczenie, w którym sklepie występują. Dotyczy to przede wszystkim modułu produktów, kategorii, form wysyłki i płatności, zamówień, klientów, raportów, kuponów, stron standardowych. W trybie multi-store w panelu administracyjnym widoczne są tylko dane przeznaczone dla danego sklepu.

* * *

Jeśli chodzi o system magazynowy, to korzystamy z modułu Handel w Comarch ERP Optima. W planach mamy wykonane API, ale może dysponujecie Państwo potrzebnym rozwiązaniem?

Mamy autorską integrację systemu WellCommerce z systemem Comarch ERP Optima, działającą z powodzeniem w sklepach charakteryzujących się szerokim asortymentem i wysokimi obrotami. Obejmuje ona synchronizację kartotek towarowych, przekazywanie zamówień do Optima (PA, FA) oraz zwrotną synchronizację do sklepu dla utworzonych dokumentów.

* * *

Czy istnieje możliwość niezależnego wykorzystania Państwa obustronnej integracji WellCommerce i Comarch ERP Optima w naszym systemie zarządzania zamówieniami? Tutaj odbywa się obsługa zamówień złożonych za pośrednictwem różnych kanałów sprzedaży online i offline.

Tak, jest to możliwe do wykonania na dwa sposoby:

1) poprzez podłączenie integratora bezpośrednio do systemu zarządzania zamówieniami. Integrator to nasze autorskie rozwiązanie i możemy w nim wprowadzać dowolne zmiany, ale również wykorzystać go do integracji innych systemów.

2) poprzez zintegrowanie systemu zarządzania zamówieniami z WellCommerce za pośrednictwem API. Oprogramowanie posiada pełną obsługę naszego integratora, więc wszystkie zamówienia przekazane do sklepu trafią również do Comarch ERP Optima.

* * *

Czy w wypadku skorzystania z pierwszego wariantu, udostępniacie dokumentację lub przykłady żądania i odpowiedzi, do których OMS należałoby dostosować?

Oczywiście, udostępniamy wszelkie potrzebne informacje i zapewniamy wsparcie dla osób zajmujących się taką integracją. W przypadku integracji z Comarch ERP Optima wykorzystywane są w praktyce tylko dwa end-pointy:

1) dla pobrania listy zamówień. 

Zadaniem systemu obsługi zamówień będzie zapisanie informacji, że dane zamówienie zostało już zsynchronizowane (wysyłamy takie informacje na drugi end-point po dodaniu zamówienia w Comarch ERP Optima) i zwracanie tylko listy zamówień do przetworzenia. 

Ze względów wydajnościowych po stronie Comarch ERP Optima nie jest możliwa synchronizacja więcej niż 100 zamówień w cyklach co 5 minut.

Jesteśmy w stanie wymuszać tworzenie dokumentów w Comarch ERP Optima w różnych seriach numeracji.

2) dla aktualizacji zamówień.

Synchronizator po przetworzeniu zamówień w Comarch ERP Optima odsyła do sklepu/systemu obsługi zamówień tablicę wieloelementową zawierającą w sobie tylko:

  • number – numer zamówienia 
  • documentNumber – numer dokumentu w Optima

Na tej podstawie dane zamówienie oznaczane jest jako zsynchronizowane, aby nie było już na liście do pobrania. Możliwe jest również dodanie przy nim numeru dokumentu powiązanego w Comarch ERP Optima.

—————————————————————-

WellCommerce to platforma e-commerce dla wymagających klientów, oczekujących od systemu szczególnej wydajności, elastyczności i możliwości integracyjnych. Platforma posiada w standardzie wiele funkcji przydatnych do prowadzenia dynamicznej, zakrojonej na szeroką skalę sprzedaży online.

WellCommerce należy do Grupy Autentika.

Więcej na www.wellcommerce.pl.

Czym dziś jest aplikacja mobilna?

Technologii tworzenia aplikacji mobilnych jest naprawdę wiele. Co ciekawe, nawet specjaliści z branży IT nie zawsze mogą wskazać na najważniejsze różnice między nimi. To powoduje, że wybór optymalnego rozwiązania dla danego projektu bywa niezwykle trudny. 

Czym są aplikacje mobilne? Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest taka oczywista. My stawiamy tezę, że aplikacją mobilną jest wszystko to, co możemy pobrać ze sklepu App Store i Google Play. Do tego zestawienia wchodzą więc technologie natywne (Android, iOS) oraz Flutter i React Native jako frameworki wieloplatformowe (co oznacza, że na obie platformy pisze się “jeden kod”). 

A co z całą resztą, czyli np. RWD, AMP, PWA? Te technologie można porównać do “www na sterydach”. Dlaczego?

Strony responsywne to nie aplikacje

RWD (responsive web design) to po prostu technika projektowania strony www, tak aby była wygodna w użytkowaniu na różnych urządzeniach, w tym mobilnych. 

Podobnie AMP (accelerated mobile pages), które są stronami responsywnymi, zoptymalizowanymi pod możliwie najszybsze ładowanie na komórce, nawet przy słabym łączu. Dla większej szybkości trzymane są jako “kopie” (cache) na zewnętrznej infrastrukturze, np. Google. 

Przy PWA zatrzymajmy się na nieco dłużej.

PWA – w jaki sposób “udaje” aplikację mobilną?

PWA (progressive web app) to witryna internetowa, która najbardziej naśladuje aplikację natywną. Najczęściej podawanym przykładem jest tu twitter.com. 

PWA dodane na pulpit telefonu mogą odpalać się w trybie pełnoekranowym, a uruchomiona w ten sposób aplikacja ma własny wątek w zasobach systemowych urządzenia.

Najprostsza wersja PWA to zwykła witryna wyposażona w wymagane rozszerzenia. Jeśli aplikacja funkcjonuje jako Single Page Application (np. stworzona w React, Vue), wygodą użytkowania dorównuje tym natywnym, a dzięki komunikacji przez API może być niezależna też od backendu.

Zalety PWA:

  • Optymalizacja szybkości – service workery zapewniają komfortowy cache kluczowych danych, przyspieszając jednocześnie serwis. To wygoda użytkownika, ale też lepsze wyniki SEO (szybkość witryny jest jednym z ważniejszych czynników dla pozycjonowania). 
  • Obsługa trybu offline – odpowiednio przygotowana aplikacja będzie mogła działać bez dostępu do sieci, a wyniki swojej pracy prześle po przywróceniu połączenia.
  • Brak konieczności aktualizacji ze strony użytkownika – zawsze korzysta on z najświeższej wersji aplikacji.
  • Możliwość używania ulubionych narzędzi analitycznych – PWA to witryna internetowa, więc możliwe jest śledzenie zdarzeń, np. przez Google Analytics. 
  • Multiplatformowość – aplikacja tworzona jest pod wszystkie systemy operacyjne jednocześnie. Może też pracować jako aplikacja desktop, jeśli na komputerze znajduje się Chrome. 

W jakich przypadkach rozważyć PWA? Przede wszystkim wszędzie tam, gdzie aplikacja nie wymaga użycia funkcji dostępnych tylko dla aplikacji natywnych (np. powiadomień push). Co ważne, sukcesywnie powstają kolejne Web APIs, które rozszerzają możliwości PWA, np. obsługa wibracji, bluetooth, webrtc (połączenia wideo), dostęp do stanu baterii czy połączenia  internetowego. 

Dzięki takim możliwościom aplikacja może reagować i współgrać ze swoim otoczeniem. Dla przykładu – pokazać informację o kończącej się baterii czy słabym połączeniu internetowym. W bardziej zaawansowanych przypadkach może sterować urządzeniami bluetooth czy służyć do komunikacji wideo.

Podstawową wadą PWA jest natomiast to, że iOS nadal słabo radzi sobie z service-workerami.

Czego nie dadzą ci “www na sterydach”, a co dostaniesz dzięki aplikacji natywnej?

Jak widać, opisane wyżej technologie mają swoje ograniczenia i nie zapewniają nam wszystkich funkcji. Jakie są więc najważniejsze zalety aplikacji natywnych? 

  • Ogólna płynność działania – odczuwalna głównie dla końcowego użytkownika.
  • Pełny dostęp do zasobów telefonu – możliwość wykorzystania aparatu, mikrofonu, NFC.
  • Możliwa integracja z usługami systemowymi i zainstalowanymi aplikacjami – pozwala, np. na korzystanie z wbudowanych w system mechanizmów płatności, dodawanie i odczytywanie zdjęć z pamięci telefonu, udostępnianie plików między aplikacjami.
  • Łączność bluetooth – zapewnia obsługę urządzeń “smart” (medycznych, fitness, multimediów itp.).
  • Wygoda instalacji – użytkownicy są przyzwyczajeni do pobierania aplikacji ze sklepów, mają zaufanie do tych platform.
  • Widgety – przypięte do głównego ekranu telefonu umożliwiają podgląd danych bez uruchamiania aplikacji lub zapewniają szybszy dostęp do konkretnych jej funkcji.
  • Dojrzałość technologii – jest to znacznie bardziej “dojrzała” technologia niż PWA, co dla wielu firm jest istotnym kryterium wyboru.

Czas decyzji – co warto wziąć pod uwagę? 

Wybór odpowiedniej technologii odbywa się po przeanalizowaniu założeń danego projektu i celu, jaki ma on realizować. Nie zawsze musi być bowiem tak, że potrzebujemy aplikacji natywnej. Oto kilka konkretnych przykładów dla zobrazowania problemu: 

  • Jeśli potrzebujemy czegoś, co spełni funkcje marketingowo-informacyjne, a ponadto będzie służyło SEO, powinniśmy skupić się na stworzeniu solidnej witryny RWD i pomyśleć nad dodaniem mechanizmu AMP dla szybkiego ładowania treści na smartfonach.

  • Jeśli nasz projekt spełnia kryteria aplikacji mobilnej i chcemy go zwalidować przy ograniczonym budżecie, możemy pomyśleć nad przygotowaniem MVP w technologii Flutter. Dzięki temu w krótkim czasie będziemy mieć aplikację na obie platformy.
  • Jeśli jesteśmy gotowi stworzyć bezkompromisową aplikację mobilną, gdzie priorytetem jest skalowalność, możliwość ciągłego rozwoju i rozbudowy, wybierzmy aplikacje natywne pisane osobno pod każdą z platform. 
  • Jeśli mamy do wdrożenia system dużej skali, np. do wewnętrznego użytku w firmie, PWA może być dobrym wyjściem. Sprawdzi się on w sytuacji, gdy system ma setki różnych modułów, dla których stworzenie technologii natywnej wiązałoby się z ogromnymi kosztami.

W Autentice nasi klienci nie muszą jednak podejmować tego typu decyzji samodzielnie. Nie wiesz, która technologia będzie odpowiednia dla Twojego projektu? Skontaktuj się z nami!

Pięciu klientów, którzy w Autentice dostają najwięcej. I nie tylko w Autentice

Kiedyś uważałem, że szukamy projektów, które od pierwszego dnia dadzą naszemu zespołowi ponadprzeciętną motywację do pracy. Dziś myślę, że to klient, a nie sam projekt, jest podstawą  udanego przedsięwzięcia.

Przez prawie 15 lat Autentiki pracowaliśmy chyba ze wszystkimi typami klientów. Bywało fajnie, bywało trudno. Śmialiśmy się i stresowaliśmy. Wierzę, że niemal z każdym można osiągnąć planowany efekt, wystarczy słuchać i dopasować zasady współpracy do postawionych warunków. Jednak są klienci, którzy zwyczajnie dostają od nas więcej. Bez przymusu, umów, wielkich budżetów czy znanej marki. Ot tak, po prostu? Nie do końca, bo oni…

Zaufali nam

Klient #1 – E-commerce branży kosmetycznej. “Dobra, już wiemy, że jesteśmy w dobrych rękach. To jak to robimy?” Te słowa kończące pierwszy warsztat ustawiły w zasadzie całą współpracę. Poczuliśmy, że Ci ludzie powierzyli nam ważną część przyszłości swojej firmy.

O ile pozostałe punkty ustawiłem w przypadkowej kolejności, to zaufanie musiało trafić na pierwsze miejsce. To nasz główny motor napędowy. Moment, w którym klient zamienia obawę w wyraźną ulgę i zaprasza nas do partnerskiej rozmowy wyzwala w nas zdrową współodpowiedzialność za los jego planu. Widząc, że nam naprawdę wierzy, czujemy się w obowiązku wspierać go w najlepszy możliwy sposób. 

A co z zagrożeniem, że brak kota to przyzwolenie na mysie harce? Zauważyłem wielokrotnie, że w takich sytuacjach nasz zespół wytwarza własne bezpieczniki. Aby samodzielnie utrzymać jakość na wysokim poziomie, ludzie zaczynają o wiele bardziej krytycznie patrzeć na efekty swojej pracy. Wiedząc, że klient z ufnością zaakceptuje nasze rekomendacje, zwykła przyzwoitość i profesjonalizm czynią z nas wymagających recenzentów. Nierzadko projekty po szczegółowych testach wewnętrznych wracają od klienta z akceptacją nawet bez jednego zgłoszonego problemu. Więc tak, to działa.

Nauczyli nas

Klient#2 – aplikacja mobilna dla kurierów. “Tu macie wymagania biznesowe. Nazwy, procesy będą dla Was zagadką, ale po kolei Wam to wytłumaczymy”. I rzeczywiście, czytając o pickupach, gwarantach i COD poczuliśmy się jak w obcym kraju. Dosłownie dwa spotkania później sami składaliśmy rekomendacje i pomysły usprawnień.

Uwielbiamy uczyć się od innych. Możliwość wejścia w nową branżę i poznania jej tajników to miły przywilej pracy w software house. Wielokrotnie widzieliśmy zaskoczenie w oczach klienta, gdy staraliśmy się poznać jego firmę w stopniu wykraczającym poza mimimum do jakiego przyzwyczaili go inni dostawcy. Nie wyobrażamy sobie projektować, tworzyć systemy, które nie są mocno osadzone w realiach danego rynku. Cierpliwość i zrozumienie klienta, wraca do niego w postaci wysokiej jakości naszych rozwiązań, często przekraczających jego początkowe oczekiwania.

Ale nie chodzi tylko o branżową wiedzę. Managerowie po stronie zamawiającego często mimowolnie uczą nas swoich sposobów zarządzania, koordynacji prac. Do dziś utkwił mi na przykład termin “over-communicate”, którym klient określał swoją potrzebę bycia doinformowanym ponad zwyczajowe standardy. Dziś o wiele łatwiej jest nam wyczuć i zaadresować podobne oczekiwanie.

Zaangażowali się

Klient #3 – katalog producenta maszyn do szycia. “45 minut nie odpisuje, może coś tam się stało?” Trochę żartobliwie, ale z nieustającym podziwem komentowaliśmy “przestój” w korespondencji z klientem, który przeważnie odpisywał w ciągu kwadransa.

Zaangażowany klient to skarb. I wbrew powyższej anegdocie nie chodzi o czas odpowiedzi. OK, też, ale to już super komfort, nie warunek konieczny. Ważniejsze jest “bycie w projekcie”, zainteresowanie, traktowanie go jako istotnej części swojej odpowiedzialności. Poczucie, że zamawiającemu szczerze zależy na efekcie naszej pracy i nie jest to przykra “wrzutka” od przełożonego, mocno nas dopinguje.

Nasze doświadczenia mówią, że decyzyjność, rozumiana jako szybka recenzja, akceptacja, wybór opcji to w praktyce oszczędność 20-30% czasu przeznaczonego na projekt.

Kontakt, dostępność terminów spotkań, gotowość szybkich konsultacji online – to wszystko wpływa na dynamikę postępu prac i zachęca zespół projektowy do dotrzymywania tempa nadanego przez klienta.

Byli fair

Klient #4 – marketplace, branża turystyczna. “Dzięki, że nie odpuściliście do końca, czekamy na fakturę za Wasz dodatkowy czas”. W gorącym (bardzo!) okresie premiery wzięliśmy na siebie rzeczy spoza uzgodnionego zakresu prac. Zrobilibyśmy to ponownie, tym bardziej, że nie patrząc na umowę, klient docenił nasze zaangażowanie. A przecież nie musiał, prawda?

Biznes to relacje ludzi. Marki wpisane w międzyfirmowe umowy to tylko naklejki. Codzienna współpraca to komunikacja i decyzje podejmowane pomiędzy paroma osobami po naszej i klienta stronie. I naprawdę nie ma znaczenia wielkość firmy. Jednoosobowa działalność, międzynarodowa korporacja – i tu i tu pracujemy po prostu z ludźmi.

Biorąc pod uwagę skalę naszych klientów, jesteśmy jak mrówka przy słoniu. Bo czym jest dwudziestoosobowy software house w porównaniu do ogromu Wirtualnej Polski, TVNu czy DPD? A jednak mamy poczucie, że traktuje się nas z szacunkiem, uczciwie i na partnerskich zasadach.

My z kolei działamy według autorskiej dewizy “Bądź dwa razy bardziej fair niż klient”. Wynik tego równania jest łatwy do przewidzenia. Klient dostaje partnera, który zwyczajnie go nie zawiedzie. 

Rzucili nam wyzwanie

Klient #5 – serwis contentowy o tematyce zdrowotnej. “My się nie będziemy wtrącać, ale za 3 miesiące musi być premiera.” Brzmi jak wyzwanie? Przytrzymaj mi…

Cel, który wydaje się niemożliwy do osiągnięcia, potrafi wyzwolić nową energię w naszym zespole. I nie, nie oznacza to, że w błogiej naiwności porwiemy się z motyką na dowolny księżyc. Jeśli jednak zobaczymy nawet małą szansę powodzenia, postaramy się wokół niej zbudować najbardziej prawdopodobny scenariusz sukcesu. Przeprowadzimy badania, testy, projekty proof-of-concept, wszystko co może urealnić dojście do pożądanego stanu. I jeśli tylko zdrowy rozsądek podpowiada nam, że to naprawdę może się udać, po prostu to zrobimy.

Widziałem już problemy w projektach, które wymagały tytanicznego wysiłku. Mierzyliśmy się z zagadnieniami, których rozwiązanie znajdowaliśmy dopiero wśród największych autorytetów danej dziedziny. Wielokrotnie uczestniczyliśmy w projektach pionierskich, przy których analiza porównawcza rynku  kończyła się pustą kartką z powodu braku podobnych rozwiązań. Tak, to wszystko powodowało, że musieliśmy więcej. I chcieliśmy. I robiliśmy.

PS

Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń opisanych w tym artykule jest w pełni zamierzone. Klienci, dziękujemy! Jesteśmy Wam wdzięczni, że powyższe historie to w zasadzie praktyka Autentiki, a nie wyjątki.

Analityka internetowa – poświęć nam 5 minut, a przekonamy Cię, dlaczego warto zainwestować w badania

Wyobraź sobie, że od dziś lekarze nie mogą zlecać pacjentom żadnych badań medycznych. Mają do dyspozycji jedynie wywiad z chorym, listę jego objawów i własne doświadczenie. Łatwo przewidzieć, że skuteczność ich działań mocno spadnie. Co więcej, błędne diagnozy nierzadko będą kosztować pacjentów życie. 

W świecie medycyny ta wizja brzmi jak absurd. Ale gdy odniesiemy to do rzeczywistości biznesu, to okaże się, że wiele firm nadal przy podejmowaniu ważnych decyzji, zamiast polegać na mierzalnych danych, kieruje się jedynie intuicją. A przecież wiadomo, że w internecie nawet jeden niewłaściwy krok może mieć wpływ na wynik finansowy. Na domiar złego bez zaawansowanej analityki, często nawet nie wiemy, gdzie popełniliśmy błąd. Jak więc mielibyśmy go poprawić?

Jeśli właśnie pomyślałeś sobie, że mnie ten problem nie dotyczy, bo przecież podpiąłem Google Analytics, mamy ważną wiadomość. To narzędzie to dopiero początek…

Korzyści dla biznesu 

Zanim przejdziemy do wyjaśniania, jak krok po kroku przebiega taki proces badawczy, chcemy przedstawić korzyści, które analityka internetowa przynosi firmie. 

Peter Drucker powiedział kiedyś, że “jeśli nie możesz czegoś zmierzyć, nie możesz tym zarządzać”. I miał facet sporo racji, bo bez systematycznego zbierania i analizowania danych, ciężko jest ocenić skuteczność działań online i kampanii marketingowych. Poprawnie przeprowadzony proces badawczy ogranicza ponadto możliwość popełnienia błędów w przyszłości i zmniejsza ryzyko porażki. 

Dzięki różnym narzędziom możemy na przykład mierzyć ruch na stronie, podpatrywać przepływ pomiędzy poszczególnymi urządzeniami (komputerami, tabletami i smartfonami) czy śledzić ścieżkę użytkowników – od kliknięcia w reklamę, przez zaangażowanie w treść witryny, aż po konwersję. 

Posiadając takie informacje, łatwiej jest zidentyfikować słabe punkty taktyki biznesowej, proces i problemy, z którymi użytkownicy zmagają się podczas korzystania z naszego serwisu. 

Dane są więc kluczem do zrozumienia zachowań odbiorców, a odpowiednio uporządkowane, mogą stać się naszym przewodnikiem ku skutecznej maksymalizacji efektów sprzedażowych. A mówiąc po ludzku, wyciągając z nich wnioski i realizując konkretne działania, zwiększamy szanse firmy na wyższe zyski. 

Kto skorzysta na wdrożeniu analityki?  

Każda firma ma swoją specyfikę, ale wszystkie łączy ten sam cel – wynik finansowy. Doprowadzony do perfekcji, cykliczny proces badawczy pozwala nie tylko uniknąć błędów, ale także zaoszczędzić czas i wykorzystywać nowe okazje biznesowe. Praktycznie każdy projekt online, może skorzystać na wdrożeniu analityki: 

  • E-commerce – analiza danych to pierwszy krok w stronę zwiększenia sprzedaży, obniżenia kosztów pozyskania klienta (CAC), a także maksymalizacji LTV (lifetime value)
  • Serwisy contentowe – dzięki analityce możemy optymalizować siatki reklamowe, podnosić zaangażowanie czytelnika czy mierzyć efektywność pracy redakcji.
  • Lead generation – za sprawą badań możemy dążyć do maksymalizacji procesów leadowych, a nawet włączyć do pomiarów kanały offline (np. telefon).
  • Aplikacje webowe b2b – poszczególne narzędzia analityczne pozwalają na optymalizację procesów biznesowych realizowanych w systemie, a także na pomiar aktywności użytkowników.
  • Aplikacje mobilne – dzięki analizie danych pochodzących z aplikacji iOS i Android możliwa jest optymalizacja efektywności ścieżek użytkownika.

Proces analityczny krok po kroku 

W Autentice wypracowaliśmy własny proces badawczy, który zamyka się w 5 krokach. Co ważne, nasz analityk zawsze współpracuje z  projektantem UX, a to z reguły przynosi świetne efekty. 

Krok 1. Audyt

Na początku współpracy z klientem analizujemy obecną konfigurację narzędzi analitycznych. Zwinnie poruszamy się po ekosystemie analitycznym Google (Google Analytics, Analytics 360, Google Tag Manager, Data Studio, Optimize, Google BigQuery), ale także Hotjar czy Crazyegg. 

To daje nam orientację, w którym punkcie znajduje się firma, jak do tej pory mierzyła efektywność swoich działań oraz jakie były mocne i słabe strony tego procesu. 

Krok 2. Zaawansowana analityka    

W drugim kroku wkraczamy do akcji, starając się w jak najmniejszym stopniu angażować zasoby IT klienta. Na tym etapie skupiamy się na konfiguracji narzędzi analitycznych, aby przynosiły nam możliwie pełne i wiarygodne dane. Wykorzystujemy do tego m.in. Google Tag Manager oraz zaawansowane skrypty. Każde wdrożenie jest inne, dlatego do wyboru metod i sposobów działania zawsze podchodzimy indywidualnie.

Krok 3. Opieka i raportowanie cykliczne  

Każda firma, która powierzy nam swoją analitykę, otrzymuje od nas czytelne raporty przedstawiające bieżące wyniki kluczowych parametrów. Metryki, jakie przygotowujemy, bazują na LTV (lifetime value) czy CAC (koszt pozyskania klienta). Pamiętamy przy tym o zachowaniu użytkowników na stronie i retencji. 

Krok 4. Rekomendacje

Zebrane dane służą nam do wychwytywania słabych punktów procesu oraz przygotowywania rekomendacji zmian w sferze technicznej i UX (User Experience). Dużą rolę odgrywa tu projektant UX, który hipotezy badawcze może zamienić na propozycje nowych rozwiązań do testów. Niejednokrotnie wyniki dają też do myślenia zespołowi developerów, który szuka możliwości optymalizacji, np. przyspieszenia działania newralgicznych punktów systemu.

Krok 5. Optymalizacja 

Na koniec cyklu przychodzi czas na wdrażanie zmian w celu osiągnięcia założonych KPI, czyli kluczowych wskaźników efektywności. W tym procesie wykorzystujemy np. testy A/B/X. Finalnie, twarde dane decydują, która opcja zostanie wdrożona do oficjalnej wersji projektu.  Oczywiście dana wersja jest nadal badana w celu potwierdzenia liczb w pełnej skali ruchu.

***

Warto na koniec zaznaczyć, że usługa analityczna jest procesem ciągłym, realizowanym najczęściej w miesięcznych cyklach. Wszystkie jej elementy są elastyczne i skrojone do aktualnej sytuacji danej firmy oraz jej specyficznych potrzeb. W Autentice wierzymy, że przy prowadzeniu biznesu nie opłaca się zostawiać miejsca na przypadki. Jeśli chcesz, damy Ci na to konkretne dowody. 

11 sposobów na optymalizację Twojego serwisu

„Wiedz, że coś się dzieje”. Korzystając ze średniowiecznej nomenklatury – to tak jakbyś wystawił w bój wojownika w pięknej ceremonialnej zbroi, ale zapomniał o tym, że trzeba go uzbroić w miecz, tarczę, topór, hełm, etc. Jego losy na polu bitwy byłyby raczej przesądzone. 

Optymalizacja, głupcze

Każda strona musi być poddawana stałej optymalizacji, by była atrakcyjna dla użytkowników. Trików, które są znane i powszechnie stosowane jest sporo, jednak wolę zająć się tymi mniej popularnymi. Zapominam chwilowo o optymalizacji obrazków czy redukcji kodu Java Script oraz CSS. Skupię się na rzadziej stosowanych, często pomijanych trikach, które ulepszą serwis WWW, zwiększą jego prędkość, poprawiają UX (User Experience), SEO (Search Engine Optimization) oraz wydajność.

1. Zainstaluj mod_pagespeed

Mod_pagespeed ma to do siebie, że część prac związanych z optymalizacją serwisu bierze na siebie. Co to oznacza w praktyce? Nie więcej niż to, że analizę przeprowadza automatycznie. Moduł, poza analizą, wprowadza modyfikacje, które istotnie wpływają na wydajność strony WWW. W rezultacie pagespeed kompresuje obrazy, zmniejsza wielkość plików Java Script oraz ogranicza liczbę zapytań http. Warto sprawdzić, jak zachowuje się strona po jego wdrożeniu. Może się zdarzyć, że w wyniku konwersji dokonywanych przez dodatek, kod Java Script nieco się zmodyfikował. Wtedy należy wyłączyć odpowiedni filtr lub dokonać odpowiedniej modyfikacji, która rozwiąże problem. Można wyłączyć każdy z filtrów, który wpływa na kod.

Zdarza się, że nie ma możliwości zainstalowania modułu. Wówczas trzeba skorzystać z PageSpeed Insights, podać domenę i sprawdzić, jakie obszary powinny zostać zoptymalizowane. Najlepiej wykonać każdą optymalizacje jaką zasugeruje test.

2. Wykorzystuj tagi Open Graph

Tagi Open Graph to nic innego, jak wyższa jakość ekspozycji Twojego serwisu w mediach społecznościowych. Jeśli korzystasz z tagów Open Graph, udostępnione linki na Facebooku, które prowadzą do Twojego serwisu zyskują znacznie na atrakcyjności, mają wartość reklamową. Warto też przetestować, jak wyglądają udostępniane treści na Facebooku. Przede wszystkim dotyczy to grafiki. Musi być ona odpowiednio duża. Minimalny rozmiar zdjęcia, który będzie się dobrze prezentował to 1200 x 630px.Warto też zgłębić dobre praktyki przekazywania zdjęć Facebookowi. Ciekawostką jest, że Facebook przy pierwszym udostępnieniu adresu URL nie wygeneruje miniatury, dopiero drugie udostępnienie spowoduje pokazanie się obrazka. Drugą interesującą rzeczą jest to, że jeśli użyłeś złego obrazka lub chcesz zmienić treść opisu – nie musisz czekać do następnego dnia, by uwidocznić zmiany wystarczy odświeżyć stronę, korzystając z odpowiedniego narzędzia.

Jeśli posiadasz sklep na silniku opensourcowym (Prestashop, Magento) lub serwis postawiony na WordPressie, warto poszukać darmowe wtyczki, które automatycznie osadzą tagi Open Graph.

3. Pomóż wyszukiwarkom – wykorzystaj mikroformaty

Odnoszę wrażenie, graniczące z pewnością, że bardzo wiele serwisów nie korzysta z tej formy optymalizacji. Intuicja podpowiada mi, że jest to wynikiem braku wiedzy, że w dalszym ciągu pozostawiamy rezultat tego, jak wyświetla się nasza strona w wynikach wyszukiwania „losowi”. Oznacza to, że w Google wyświetla się tylko to, co jest w atrybucie title, link i meta description. A na tym polu można osiągnąć znacznie więcej. W Google można udostępnić dane kontaktowe, wyszukiwarkę, oceny punktowe i ilość opinii, ceny, etc. Wówczas linki prowadzące do Twojej strony będą o wiele atrakcyjniejsze, w rezultacie zwiększysz ruch na stronie. W zależności od tego, z jakiego sektora rynku jesteś możesz, odpowiednio dopasować elementy najlepiej pasujące do profilu działalności.Zależy Ci na tym, by logo, kontakt bezpośredni lub odnośniki do mediów społecznościowych pojawiły w wyszukiwarce, dodaj odpowiedni kod.Jeśli prowadzisz sklep internetowy, wzbogać wyniki wyszukiwania o ceny, opinie, gwiazdki i informacje, że towar jest na stanie. Breadcrumbsy też mogą pojawić się bezpośrednio w Google. Pamiętaj, każdą nowo wprowadzoną funkcje należy testować. Nie inaczej rzecz się ma z mikroformatami. Nie musisz czekać aż googlebot zindeksuje świeżo wprowadzone dane, każdą rzecz możesz przetestować odpowiednim narzędziem

4. Udostępnij stronicowaną treść googlebotowi

Jeśli Twoja strona korzysta ze stronicowania odpowiednio dla linków „poprzedni / następny” koniecznie udostępnij ją robotowi Google. Zastosuj w tym celu atrybut rel=”prev” i rel=”next”, wówczas Google skorzysta z mechanizmu paginacji i wykorzysta „ukrytą” treść ponieważ wskażemy w ten sposób relację pomiędzy logiczną pomiędzy stronami. Można też zastanowić się nad dodaniem w sekcji head stony odpowiedniki <link> wskazujące adres URL następnej i poprzedniej strony np. <link rel=”next” href=”http://nowymarketing.pl/t/12,pressroom/2″/>.

5. Unikaj jak ognia duplikacji treści

Legendarny duplicate content, w ile to już treści obrósł internet na temat tego zjawiska. Jedno jest pewne, lepiej go unikać i eliminować z własnych stron powielane treści. Są one mało atrakcyjne zarówno dla użytkownika, jak i wyszukiwarki Google. Jedną z rzeczy odnoszącą się do duplicate content jest przekierowanie WWW. Warto propagować ideę „zabijania” WWW w adresach internetowych. Fizycznie jest to tylko dodatkowa subdomena, która nie robi nic poza ruchem w DNSach. Ostatecznie Twoja witryna będzie miała dwa adresy (np.: www.domena.pl i domena.pl), które mają niczym nie różniącą się treść. Zatem tego typu optymalizacja jest optymalizacją SEO, która dobrze wpłynie na pozycję w wyszukiwarkach.

6. Pokaż Google, że Twój serwis jest w różnych językach

Atrybuty rel=alternate i hreflang=x pozwalają na właściwe wyświetlanie Twojej strony w rezultatach wyszukiwania dla wyników globalnych i regionalnych. Dobra wskazówka, jeśli chcesz, by Twój serwis zindeksował się dla obszarów adekwatnych dla odpowiedniego języka, dobrą praktyką jest publikowanie wersji językowych pod osobnymi subdomenami, np.: es.domena.pl lub domenami, np.: domena.es.

7. Zwiększ wydajność, umieszczając pliki tymczasowe w pamięci RAM

Masz dedykowany serwer i korzystasz z systemu Linux? W takim razie możesz zwiększyć wydajność swojego serwisu, umieszczając pliki tymczasowe w pamięci RAM. Stamtąd będą o wiele szybciej odczytywane i zapisywane. Żeby wszystko się udało wystarczy utworzyć partycję typu tmpfs (temporary file storage facility) i właśnie na nią skierować zapis wszystkich plików. Plików, które dużo migrują, nie zajmują wiele miejsca i ich ewentualna utrata nie przyniesie opłakanych skutków.. Wskazuje się, że wydajność może wzrosnąć nawet o 30%, jeśli zastosujemy tę metodę dla plików tymczasowych serwera MySQL. Warto ją stosować również dla plików sesji PHP.

8. Zainstaluj memcached i zwiększ wydajność

Wydajność serwisu trzeba zwiększać na każdym możliwym polu, ot taki banał. Jednak wyjątkowo nie opłaca się ignorować tego zalecenia wówczas, kiedy korzystamy z dysku twardego jako miejsca zapisu plików tymczasowych (cache). To po prostu niewydajne. W takim przypadku najlepiej jest wykorzystać memcached lub inny system tego typu. Zleć programiście pracę nad tym zadaniem. Po jej wykonaniu pamięć podręczna będzie trzymana w pamięci RAM, z której odczyt bądź zapis jest znacznie szybszy. Tego typu optymalizacja wyjątkowo wpływa na wzrost wydajności.

9. Niech Twój serwer przestanie odpytywać DNSy o nazwę hosta

Apache > HostnameLookups ustaw na Off. Wówczas serwer przestanie odpytywać DNSy o nazwę hosta. Ta wiedza i tak jest nieprzydatna. Spójrz na format logów apache. Prawdopodobnie w tym miejscu jest zmienna %h, która wymusza pobranie nazwy hosta celem zapisania go w logach. Rozważ czy Ci to potrzebne. Może wystarczy zmiana na %a, która zwróci IP serwera, co jest znacząco szybsze.

10. Zrób nowoczesną faviconę

Ilu z nas nie projektowało favicony w programie, który przypominał Logo Komeniusza. Favicon.ico powoli przechodzi do lamusa. Dzisiaj favicona musi dopasowywać się na każdy nośnik automatycznie. Skorzystaj z http://www.favicomatic.com/. Wystarczy, że wrzucisz w generator logo o wielkości np. 1024 x 1024, a otrzymasz wszystkie niezbędne rozmiary do tego, by favicona pojawiła się w najlepszej jakości i odpowiednio zoptymalizowana na smartfonie, tablecie czy laptopie. Otrzymany kod wystarczy wkleić w head strony i gotowe. Ikony zostaną użyte na listach „ulubione” na ekranach startowych i pulpitach urządzeń, w miejscach, gdzie zostały przypięte.

11. Pokaż się z lepszej strony

Chcesz, by przeglądarka zmieniała barwy na takie, jakie masz na swojej stronie WWW? Wystarczy, że dodasz tag w w sekcji head strony – <meta name=”theme-color” content=”#16B777″/>. Oczywiście pamiętając o tym, by wrzucić swój kolor w kodzie. Implementując taki tag, zwiększysz wizualną atrakcyjność swojego serwisu.

Kto optymalizuje ten ma!

Choć zdaję sobie sprawę, że optymalizacja stron WWW nie należy do najbardziej fascynujących zajęć na świecie, to jednak prowadząc serwis czy aplikację internetową, konieczne jest traktowanie tego obszaru jak niezbędnej pracy. W końcu kto optymalizuje ten ma.

HTML Preload i HTTP/2 Push w praktyce

Bardzo prostą metodą na istotne polepszenie ładowania strony jest preloadowanie i pushowanie danych w trakcie jej pobierania. Celowo wymieniam preload i push osobno, gdyż często uznawane, za tożsame, a jednak są między nimi różnice.

HTTP/2 Push przede wszystkim możesz wysłać jeszcze przed „nadaniem” response do przeglądarki, użytkownik otrzyma je więc bardzo szybko, zanim jeszcze dotrze do niego dokument HTML ze stroną. To różnica względem HTML Preload, który jest przesyłany wraz z Response, a więc w praktyce nieco później.

Tu poznasz szczegóły jak wysłać:

Co w praktyce daje preloadowanie/pushowanie danych?

Dostarczenie danych poprzez push spowoduje, że przeglądarka będzie miała do nich dostęp dużo szybciej. W ten sposób:

  • ograniczasz zjawisko render-blocking w niektórych JavaScript jak i CSS
  • minimalizujesz łańcuch krytycznych zapytań
  • przyspieszasz First Paint

Czy powinieneś więc pushować wszystkie zasoby dostępne na stronie?

Nie.

Ogranicz się do arkuszy z krytycznym CSS, obrazów pojawiających się above-the-fold i przede wszystkim fontów (pamiętaj o użyciu font-display: swap). Pozostałe zasoby ładuj tradycyjnymi metodami.
Inaczej możesz uzyskać efekt odwrotny od oczekiwanego.

Jak przekazać projekt UX/UI i zachwycić developerów

Ostatni rok w Autentice, to znaczący wzrost liczby projektów, w których jesteśmy odpowiedzialni wyłącznie za etap projektowania UX/UI. Wymagało to od nas nowego podejścia do momentu przekazania efektów pracy zewnętrznemu zespołowi.

“Czym to się różni od projektu, w którym wdrożenie robicie sami?” – zapytasz. Przede wszystkim –  komunikacja, a w zasadzie jej mocno utrudniona wersja, gdy nad projektem pracują niezależne zespoły. Dwie firmy (trzy z klientem!), nieznani sobie ludzie, inne procedury, brak wspólnych doświadczeń i kontaktu w czasie rzeczywistym. Tu nie ma miejsca na pozostawienie niedopowiedzeń na kolejne etapy, liczenie na błyskawiczne konsultacje w razie wątpliwości. Wiedza musi być możliwie kompletna tu i teraz. Co więcej, wiedza usystematyzowana i podana w sposób, który nie sprawi problemu osobom stykającym się pierwszy raz z naszą pracą.

Mają do nas nie dzwonić!

Wiem, brzmi dziwnie i oczywiście potraktuj to z przymrużeniem oka. Taki jednak cel postawiliśmy sobie, układając w głowie plan na zawartość finalnie przekazywanej “paczki”. Chcemy wyjść naprzeciw oczekiwaniom developerów i dostarczyć maksymalnie bogaty zestaw materiałów i informacji. Koniec z prośbami “Który ekran mamy wyświetlić po rejestracji?”, czy  “Dajcie mi ikony z tego ekranu”. Jako projektanci jesteśmy stale do dyspozycji, ale niech to nie będą pytania, które stawiają nasze kompetencje w złym świetle!

Co ważne, całość miała być do bólu powtarzalna po naszej stronie. Niezależnie od projektanta i projektu, każdy ma jasną instrukcję co i jak ma wytworzyć.

Do rzeczy! To co tam dajecie?

#1 Etap poznania

Na początku tworzymy kartę projektu. Zbiera ona informacje o celach biznesowych, ich miarach i sposobach mierzenia sukcesu. Przedstawia również zespół oraz interesariuszy. Sam projekt jest opisywany w postaci wysokopoziomowego zakresu, taki “helicopter view”. Wymienione są ryzyka i ograniczenia. Wreszcie pojawia się uzgodniony harmonogram oraz budżet i model rozliczeń.

Część “mięsną” nazywamy kartą produktu. Przy jej tworzeniu kierujemy się metodologią User Centered Design. Przygotowujemy charaktersytykę grupy docelowej wraz z jej problemami, motywacjami i obawami. Produkt opisany jest przez pryzmat sposobów na rozwiązanie problemów użytkowników, a także istniejących do produktu alternatyw. Tę część podsumowuje określenie przewag konkurencyjnych planowanego przedsięwzięcia oraz unikatowej wartości – korzyści jaką odniesie użytkownik, korzystając z produktu.

Rozdział dotyczący rynku to opis branży oraz lokalna i zagraniczna konkurencja. Najczęściej towarzyszy temu szczegółowa analiza konkurencji, która sama w sobie może być kilkusetstronicowym opracowaniem.

Podczas rozmów o warstwie technologicznej projektu, zbieramy informacje dotyczące środowiska, w jakim będzie funkcjonował: urządzeń, systemów, oprogramowania. Szczególnie interesuje nas ich wpływ na możliwości i ograniczenia dotyczące obszaru UX/UI.

Na tym etapie analizujemy również badania prowadzone przez klienta w przeszłości. Dane z Google Analytics, Hotjara czy badań jakościowych są przekuwane na konkretne wnioski, które pomogą nam podjąć właściwe decyzje na etapie projektowania. Tu często pojawiają się rekomendacje kolejnych metod analizy potrzeb i zachowań użytkowników.

Ostatnia część karty produktu to język komunikacji. Zapoznajemy się z marką klienta, jej znakiem i księgą identyfikacji, stylem języka pisanego,  a także design systemem, choć to wciąż rzadkość nawet w korporacjach. Badamy również osoby decyzyjne pod kątem preferowanego stylu graficznego (tzw. draftest, autorska metoda).

Ku pamięci zapisujemy większość pytań i odpowiedzi z przeprowadzonych z klientem wywiadów. Często w przebiegu projektu wygodnie jest do nich wrócić i przypomnieć stanowisko zamawiającego w danej kwestii.

#2 Etap idei

Zakres funkcjonalny rozwiązania najpierw dzielimy na obszary, moduły. Pozwala to stworzyć szkielet, w którym łatwo odnaleźć interesujący nas proces (stąd nazwa “Mapa procesów”). Tym bardziej, że od początku narzucamy uporządkowany model numerowania. Dla przykładu:

01. Aktualności
01.01 Administracja aktualności
01.01.01 Dodawanie aktualności

Przebieg każdego z procesów przedstawiamy obrazowo na diagramie. W jasny sposób pokazuje on początek, kolejne kroki aż po wynik danego scenariusza.

Czytanie i zrozumienie diagramów nie wymaga technicznych kompetencji.

Diagramy pozwalają nam sprecyzować konkretne wymagania dotyczące widoków do zaprojektowania. Dzięki temu otrzymujemy “Mapę widoków” składających się na kompletny interfejs projektu. Kontynuując porządek narzucony w Mapie procesów, ekrany otrzymują numerację dziedziczoną z procesu, do którego należą:

01. Aktualności
01.01 Administracja aktualności
01.01.01 Dodawanie aktualności
01.01.01.01 Aktualności – Administracja – Dodawanie – Formularz
01.01.01.02 … – Formularz – Walidacja

Stąd już prosta droga do…

#3 Etap projektowania

Paczka plików powstających w fazie projektowania to rynkowy standard:

  • makiety wysokiej szczegółowości każdego z widoków wraz ze stanami (walidacja, interakcje). Oczywiście w wersji desktop i mobile,
  • projekty graficzne przygotowane na podstawie makiet,
  • źródłowe pliki .sketch makiet i grafik z uporządkowaną organizacją artboardów i warstw,
  • prezentacja projektu w Invision wraz z historią komentarzy z etapu recenzowania ekranów,
  • UI Kit – zbiór  elementów graficznych wraz ze stanami i interakcjami składającymi się na interfejs systemu,
  • klikalny prototyp (jeśli wymagany) w Invision,
  • animacje, przedstawiające zachowanie interaktywnych elementów,
  • fonty użyte w projekcie,
  • assety, czyli materiały graficzne wchodzące w skład zawartości strony (ikony, zdjęcia, ilustracje), najczęściej wyeksportowane do formatu .svg, .png, .jpg

I tu, gdzie wielu projektantów kończy swoją pracę, my dorzucamy porcję solidnego mięsa dla zespołu wdrożeniowego…

#4 Etap idei, ciąg dalszy – wymagania

Tak, wracamy do Mapy procesów, dokumentu którego fundament położyliśmy wcześniej. Bogatsi o decyzje podjęte na etapie projektowania, musimy uzupełnić widoki o część opisującą szczegółowo wymagania.. Grafika, choć mówi wiele, nie daje poglądu na to, co dzieje się poza ekranem, od strony systemu, zarządzania.

Procesy uzupełniamy o wymagania funkcjonalne i pozafunkcjonalne (jakościowe, wydajnościowe). Wraz z diagramem tworzą kompendium wiedzy o każdej funkcji systemu.

W uzupełnieniu opisujemy mikrointerakcje, często linkując do powstałych animacji.

 Każdy formularz jest rozkładany na czynniki pierwsze do formy gotowej do wdrożenia.

Nazwa procesu, label, typ, wymóg, placeholder, captio, tooltip, komunikaty błędów i sukcesu, interakcje, zakres danych, formatowanie specjalne, limit liczby znaków ze spacjami, uwagi. Tak opisujemy każde pola formularza.

Opcjonalnie, w zależności od zakresu naszej odpowiedzialności, rekomendujemy podstawowe parametry ekranów procesu: konstrukcję URL, Tag Title, Tag Desc, OG: tytuł, OG: opis, OG: obraz.

TL;DR

W naszym rozumieniu dopiero taka paczka stanowi rzetelną bazę, na której może pracować zewnętrzny zespół developerów. Podsumujmy więc:

Etap poznania

Karta projektu

Karta produktu

Badania

Analiza konkurencji
Etap idei

Mapa procesów

Diagramy procesów

Mapa widoków

Wymagania procesów
Etap projektowania

Makiety

Prototyp klikalny

Projekt graficzny

UI Kit

Animacje

Fonty

Assety

Mamy cichą nadzieję, że niejeden Project Manager i programista z satysfakcją zaklnie pod nosem i stwierdzi, że “Ci w Autentice to znają się na rzeczy”. 

A Ty, w jakiej formie dostałeś/-aś ostatnio projekt do wdrożenia?

Sprzedaj produkt, zanim go wyprodukujesz, czyli jak stworzyć skuteczne MVP

Masz pomysł na rewolucyjny produkt lub usługę i czujesz w kościach, że to się sprzeda. Odpuszczasz więc sobie badanie rynku i potrzeb potencjalnych klientów. Już na starcie angażujesz duże siły i środki w realizację Twojego projektu. Zanim ujrzy światło dzienne, chcesz, żeby był dopracowany w każdym szczególe. W dniu premiery mocno zaciskasz oczy i… 

…nie dzieje się zupełnie nic. Sprzedajesz mało, pierwsi klienci są sceptyczni i wytykają Ci wiele błędów. Poprawki pożerają kolejne transze z zaplanowanego budżetu aż w końcu tracisz motywację do dalszego działania i zwijasz biznes. 

To scenariusz, który nie tak rzadko ma miejsce w rzeczywistości. A szkoda, bo rozwiązanie tego problemu jest stosunkowo proste i tanie, a jego clou zawiera się w trzech literach – MVP.

MVP – nie podbijaj świata. Na początek wystarczy kilka umysłów

MVP to skrót od angielskiego wyrażenia minimum viable product, czyli minimalna wersja produktu lub usługi, dzięki której zmierzysz poziom zainteresowania klientów. 

Najprościej mówiąc, zamiast od razu pompować pieniądze w gotowe rozwiązanie, na początek oceń wartość swojego pomysłu, wypuszczając na rynek wersję realizującą jedynie najważniejsze założenia.

Ba! Nie musisz nawet przygotowywać gotowego prototypu. Czasami wystarczy landing page czy podlinkowana makieta. Od tego zaczynał Uber (pierwsza aplikacja była dostępna w jednym mieście), Facebook (portal zrzeszał wyłącznie studentów Harvardu) czy Dropbox (twórcy wypuścili filmik prezentujący możliwości tej usługi).

Marzy ci się aplikacja do adopcji psów w stylu Tindera? Twoim początkowym MVP może być zabawny profil na Facebooku ze zdjęciami i podpisami utrzymanymi w tej konwencji. 

MVP co do zasady ma być szybki i tani w realizacji. Jego zadaniem jest bowiem sprawdzenie, czy istnieje zapotrzebowanie na nasz produkt, a także dostarczenie nam cennych informacji zwrotnych od potencjalnych klientów. 

To ponadto dobry sposób na zbudowanie bazy kontaktów do osób, które są zainteresowane projektem. Gdy będzie już gotowy, wystarczy jedno kliknięcie myszki, by dotrzeć do konsumentów z tą wiadomością.   

Jak stworzyć skuteczny MVP? Cały proces można zamknąć w trzech krokach.

Stwórz hipotezy

W MVP chodzi o to, żeby zyskać jak najwięcej wiedzy w jak najszybszym czasie. Aby jednak wiedzieć, gdzie i czego szukać, na początek należy stworzyć hipotezy dotyczące produktu. Warto zacząć od potrzeb rynku, to znaczy zdefiniować problem, który nasz projekt rozwiązuje. 

Drugim ważnym elementem hipotez jest analiza konkurencji. Jakie rozwiązania proponują inni? Które z nich możemy zaimplementować, a które usprawnić?

Trzecią istotną sprawą jest określenie grupy docelowej. Tutaj nie wystarczą ogólniki. Jasno sprecyzowane persony pozwolą nam lepiej zrozumieć oczekiwania użytkowników oraz ich bolączki. 

Coraz więcej mężczyzn towarzyszy swoim partnerkom podczas porodów. Wpadłeś na pomysł aplikacji, która pomogłaby im przygotować się do tego wydarzenia. Twoim idealnym użytkownikiem mógłby być więc: trzydziestokilkulatek, mieszkaniec dużego miasta, dobrze zarabiający manager, entuzjasta zdrowego stylu życia, który interesuje się naturalnym rodzicielstwem i jest liderem wśród fanów na profilu Blog Ojciec.   

Kiedy już zbierzemy teorię w całość, pora na sprawdzenie, czy nasze założenia znajdują odbicie w rzeczywistości.

Przetestuj swoje założenia

Hipotezy mają to do siebie, że czasami nie są trafione. Może się bowiem okazać, że nasza grupa docelowa nie potrzebuje danego produktu lub proponowane rozwiązania są mało skuteczne. Jak to sprawdzić? Jak mówi “stare polskie przysłowie” – jak najszybciej 🙂 

Sposobów na przetestowanie założeń jest wiele. Można zacząć od rozmów ze specjalistami, wrzucania postów na grupy Facebookowe, zadawania pytań na forach czy przeprowadzania ankiet. 

Do samej prezentacji produktu przydadzą się landing page, blog, film czy makieta zrobiona w narzędziu typu Invision. Na różnych etapach można także wykorzystać testy A/B, reklamę na Facebooku lub w Google oraz założyć zbiórkę na portalu crowdfundingowym. 

Wymyśliłeś aplikację, której zadaniem jest monitorowanie i zwiększenie efektywności pracy freelancerów pracujących zdalnie. Po rozmowach z różnymi grupami docelowymi okazało się, że chętnie skorzystaliby z niej także maturzyści i studenci, którzy mają problem ze skupieniem uwagi na nauce. To dla Ciebie ważna wskazówka, która może nakierować projekt na inne tory.

Celem tych wszystkich działań jest zbadanie, kto tak naprawdę interesuje się naszym produktem i w jaki sposób go udoskonalić, aby faktycznie rozwiązywał problemy klientów.

Ucz się i zmieniaj 

W tej fazie posiadamy już wiedzę, która pozwoli nam stworzyć m.in. mapę pain and gain, w której określimy, jakie bolączki mają realni odbiorcy i jakie są ich cele. To także dobry czas na dopracowanie journey map, czyli szczegółowego opisu styczności użytkownika z usługą, w którym krok po kroku przedstawimy, co dzieje się na każdym etapie tego procesu.

Warto jest również określić priorytety – zdecydować, które elementy trafią do MVP, nad którymi trzeba się zastanowić, a które od razu odrzucamy. Możemy ponadto dokonać analizy, ile nas będzie kosztowało dotarcie z produktem do grupy docelowej, jaki będzie zwrot i kiedy można się go spodziewać. 

Po fazie testów okazało się, że z Twojej aplikacji do wyszukiwania szpitali zajmujących się terapią konkretnych schorzeń oraz nowotworów chętniej skorzystaliby ludzie młodzi, którzy walczą o zdrowie swoich rodziców. Postanawiasz więc rozbudować jej funkcje, dodając praktyczne rady dla osób towarzyszących.  

Design Sprint, czyli przetestuj swój pomysł w 5 dni 

W Autentice stworzyliśmy wiele produktów, które zaczynały się wyłącznie od idei. Lata doświadczeń pozwoliły nam wypracować proces do testowania pomysłów i szybkich MVP. Czerpie on zazwyczaj z dwóch metodologii: The Lean Startup oraz Design Sprint. 

Zwykle dla swoich klientów organizujemy warsztat, który pomaga nam zebrać i uporządkować wiedzę, a także określić cele. Przy odpowiednim zaangażowaniu obu stron, ramy MVP możemy zaplanować zaledwie w 5 dni! Tydzień wystarczy, by ocenić, czy Twój pomysł faktycznie ma potencjał i warto inwestować w niego kolejne środki.

Czy Twoja firma potrzebuje aplikacji mobilnej?

Aplikacje mobilne nigdy wcześniej nie były tak istotną częścią codziennego życia jak teraz. W ciągu ostatniej dekady powszechność i dostępność urządzeń mobilnych doprowadziła do tego, że korzystanie z aplikacji stało się oczywistością. Ułatwia to nawiązywanie i podtrzymywanie kontaktów z klientami, a także przyciąganie i zdobywanie uwagi nowych. Ale czy jest to jednak wciąż narzędzie zarezerwowane dla największych graczy?

Czy aplikacja jest naprawdę potrzebna?

Aplikacje mobilne z pewnością nie są dla wszystkich. W Google Play i App Store znajdziemy ich miliony, jednak badania pokazują, że przeciętny użytkownik korzysta z 25 aplikacji miesięcznie, ale przez znaczącą większość czasu skupia się tylko na 10 z nich.  Czy to przekreśla sens tworzenia nowych aplikacji dla firm i instytucji? Absolutnie nie, ważne jednak, żeby pamiętać o kilku kluczowych warunkach.

  • Przede wszystkim warto jasno określić grupę docelową i cel aplikacji. Czy aplikacja ma służyć do użytku wewnętrznego czy ma być publiczna? Czy będzie z niej korzystać niewielka, określona liczba pracowników czy będzie ona otwarta? A jeśli tak – to czy dobrze znamy grupę ludzi, którzy mogą być nią zainteresowani?
  • Jaka będzie wartość aplikacji dla użytkownika? Dlaczego miałby zdecydować się ją pobrać i czy później znajdzie się ona wśród tych, do których będzie regularnie powracać?
  • Czy aplikacja będzie w jakiś sposób reklamowana? Jakimi sposobami potencjalni użytkownicy będą mogli się o niej dowiedzieć? Czy będą w jakiś sposób zachęcani, czy będzie się to dla nich wiązać z jakimiś przywilejami?
  • Czy wdrożenie aplikacji może przynieść firmie wymierne korzyści?

Kiedy stworzenie aplikacji mobilnej ma sens?

Aplikacje mobilne mogą być jednym z najpotężniejszych narzędzi do kontaktu z obecnymi i potencjalnymi klientami. Ważne jednak, żeby były one dobrze przebadane, przemyślane i zaprojektowane, bo kiepska aplikacja może się szybko okazać gorszym wyborem niż jej brak. Jakie korzyści może jeszcze nieść taka inwestycja?

Lojalność i zaangażowanie

Aplikacje, które budują i nagradzają lojalność oraz zaangażowanie klientów są jednymi z najpopularniejszych i najbardziej lubianych w Polsce – pozwalają gromadzić punkty, wymieniać je na nagrody czy przekazywać na cele charytatywne. Mogą także dawać inne przywileje – jak na przykład szybsze zamówienie jedzenia czy ominięcie kolejki.

Widoczność i rozpoznawalność marki

Aplikacje pozwalają znacznie zwiększyć świadomość marki – chociażby przez częsty kontakt z jej logiem i komunikacją firmy. Ważne jest jednak, aby nie epatować użytkowników naszym brandem. W centrum uwagi musi być odbiorca, a nie nasze logo. 

Aplikacje są kanałami bezpośredniej komunikacji z klientem

Aplikacje mogą uczyć się gustów klientów i bazując na tym informować o cenach, promocjach, nowościach, ułatwiać rezerwację czy składanie zamówienia. Jednocześnie mogą wysyłać wiadomości push, które są skuteczniejsze niż smsy i emaile, a także zawierać komunikator do bezpośredniego kontaktu klienta z firmą.

Aplikacja może pomóc wyróżnić się wśród konkurencji

Dobrze dopasowana do potrzeb klientów aplikacja może pełnić funkcje narzędziowe i być w ten sposób dyskretną reklamą firmy. Przykładem takiej aplikacji może być narzędzie wspomagające obliczenia konstrukcyjne na potrzeby prac budowlanych wypuszczone przez firmę szalunkową. Dla firm wytwarzających różnego typu sprzęty czy maszyny aplikacja może zmieniać urządzenie mobilne w panel sterowania, co może okazać się nie tylko oszczędnym, ale dużo wygodniejszym rozwiązaniem.

Aplikacje wewnętrzne dla firm – kiedy warto się nimi zainteresować?

Osobnym tematem wartym poruszenia są aplikacje do wewnętrznego użytku w firmie. Może być to przydatne narzędzie szczególnie dla pracowników nie mających ciągłego dostępu do komputera, na przykład w terenie lub w magazynie. Tego typu aplikacje klasy enterprise mogą przydać się w firmach produkcyjnych (na przykład ułatwiając nawigację wózkami widłowymi w celu szybszej realizacji wydawania zamówień z magazynu), biurze podróży (gdy posiadają niezbędne narzędzia dla pilotów wycieczek – od list uczestników po wysyłanie zbiorczych wiadomości z informacjami) czy w wypożyczalni samochodów lub rowerów (do zgłaszania usterek czy dokumentowania stanu). Tak naprawdę – ile firm, tyle pomysłów na usprawnianie funkcjonowania firmy z wykorzystaniem wewnętrznych aplikacji mobilnych.

Kiedy stworzenie aplikacji na pewno nie będzie dobrym pomysłem?

Nie warto jednak decydować się na tworzenie aplikacji mobilnych kierując się tylko modą. Efektywna i dobrze prowadzona aplikacja mobilna musi być ciągle rozwijana i udoskonalana, a także aktywnie reagować na zmiany rynku. Nie ma sensu więc zlecać jej tworzenia, kiedy firma nie planuje rozwijać produktu mobilnego w przyszłości. Jednocześnie najważniejsza rzecz, o której trzeba pamiętać może wydawać się dosyć banalna – końcowy produkt powinien czemuś służyć. Nie warto się na nią decydować, jeśli jej stworzenie ma być tylko pustą reklamą bez realnej korzyści dla klienta i mierzalnej korzyści dla firmy.

Warto pamiętać także o najważniejszym – niezależnie, czy celem stworzenia aplikacji mobilnej jest rozwiązywanie wewnętrznych problemów czy efektywna komunikacja z klientem, aplikacja powinna przyczyniać się do rozwoju firmy. Decydując się na nią warto skonsultować się z doświadczonymi specjalistami, którzy będą w stanie ocenić, czy i jaka forma aplikacji miałaby największy sens.