Kliknij i odbierz, czyli pomysł na szybkie, wygodne i bezpieczne zakupy w sklepie spożywczym

Koronawirus drastycznie zmienił stosunek klientów do zakupów, przyspieszając procesy digitalizacji, które w ostatnich latach odpowiadały za ewolucję branży retail. Zmiana dotyka wszystkich, od wielkopowierzchniowych marketów po sklepy osiedlowe. Te ostatnie mają dziś trudne zadanie do wykonania. Przed pandemią zakupy w nich należały bardziej do codziennych obowiązków niż przyjemności. Dziś, obawiający się o zdrowie konsumenci mają jeszcze mniej argumentów, aby przepychać się z koszykiem między ciasno ustawionymi regałami. Czy technologia może pomóc?

Jedno jest pewne: konsumenci nadal chcą, muszą, kupować swoją ulubioną kawę, nabiał, pieczywo czy słodycze.

W Autentice wierzymy, że oprócz zakupów wykonywanych raz na tydzień w internetowych supermarketach jest na rynku miejsce na bardziej spontaniczne odwiedziny w sklepie. Chcemy zaprosić klienta do sporządzenia zamówienia w aplikacji i odbioru w swoim najbliższym osiedlowym spożywczaku.

Spójrzmy, jak może zadziałać w tym wypadku rozwiązanie click & collect z perspektywy dwóch osób: Mariusza, właściciela sklepu i Sabiny, jego stałej klientki, która mieszka w pobliżu.

Mariusz: Jestem właścicielem osiedlowego sklepu spożywczego należącego do dużej sieci. Aplikacja pozwala mi obsługiwać klientów, którzy niechętnie spędzają czas na zakupach, a także promować towary w najbliższym sąsiedztwie. Na przykład dzisiaj mam na stanie nadwyżkę napoju pomarańczowego. Wcześniej mógłbym tylko wystawić czerwoną etykietkę i zawiesić plakat na drzwiach z informacją o promocji. Teraz mam nowe możliwości:

Z poziomu aplikacji mogę ustawić cenę napoju w promocji i czas jej trwania. Dwa kliknięcia i wszyscy okoliczni klienci, którzy ustawili sobie mój punkt jako preferowany, dostali powiadomienie:

Zadziałało. W szczegółach produktu widzę, że jest już więcej chętnych niż mam puszek na stanie. Wychodzi na to, że warto będzie zamówić więcej towaru:

Sabina (klientka sklepu): Mam dzisiaj parę rzeczy do ogarnięcia po pracy, a rano zorientowałam się, że skończyła się w domu kawa. Muszę jeszcze odebrać dziecko ze żłobka i nie chcę spędzać dużo czasu w sklepie. Dzięki aplikacji mogę skompletować zamówienie w dowolnym momencie dnia i odebrać je w spożywczaku pod moim blokiem.

Zamiast przekopywać się przez katalog produktów, interesujące mnie rzeczy mogę wyszukiwać na trzy różne sposoby: tekstowo, głosem, lub skanując kody z opakowań, które mam w pobliżu.

Niestety, nie mam teraz przy sobie swojej ulubionej kawy. Aktywuję wyszukiwanie i podaję główne kategorie produktów, które mnie interesują: kawa, cukier, ciastka, guma do żucia do kompletu.

Wyniki wyszukiwania prezentowane są z podziałem na zakładki. Teraz mogę wybrać konkretną kawę, która mnie interesuje:

W razie czego, nic nie stoi na przeszkodzie, abym podała wyszukiwarce dokładną nazwę produktu:

Podczas wyboru kawy aplikacja podpowiada mi, abym dodała do koszyka mleko. Piję czarną, ale może zrobię dziecku naleśniki, przyda się.

Z kolei na liście produktów widzę, że jeśli zamówię więcej gumy do żucia, to wyjdzie taniej:

Następnie ustawiam godzinę odbioru zamówienia. Powinnam wyrobić się z odebraniem dziecka akurat na 16:30. Aplikacja domyślnie ustawia daty odbioru na dzisiaj:

Mariusz: na liście zamówień pojawiło się nowe zlecenie. Ktoś potrzebuje kawy i ciastek. Odbiór o 16:30. Czas skompletować zamówienie.

Z telefonem w ręku i koszykiem na ramieniu szukam na półkach potrzebnych towarów. 

Sabina: O, dostałam powiadomienie, że moje zamówienie jest realizowane.

Mariusz: Skanuję kody kreskowe i wkładam do torby:

Klient w między czasie wysłał mi wiadomość, że chciałby, aby mleko miało jak najdłuższą datę przydatności do spożycia:

Mamy mały problem, pół litrowe opakowania są bliskie terminu, mogę zaoferować tylko większe kartony. Dzwonię do klienta, aby potwierdzić szczegóły zamiany.

Sabina: Nie potrzebuję litra otwartego mleka, prędzej się zepsuje niż je wykorzystamy.

Mariusz: Skoro klientka się rozmyśliła, to muszę zmienić zamówienie i usunąć z niego mleko:

Zamówienie skompletowane. Umieszczam je w specjalnie wyznaczonej strefie niedaleko wejścia, aby klientom było wygodnie je odbierać.

Sabina: Wchodzę do sklepu, otwieram aplikację. Wystarczy jedno przesunięcie palcem, aby dokonać płatności. 

Mariusz: Zamówienie zapłacone, wszystko w porządku. Kolejny zadowolony klient kupił to, czego potrzebował w moim sklepie.

Powyższy koncept to przykład tego jak technologa może pomóc w codziennych zakupach zarówno z perspektywy klienta jak i właściciela sklepu. Stworzenie technologii to jednak dopiero początek. Kolejnym krokiem jest umieszczenie stworzonej technologii w kontekście biznesowym. O tym jak obecnie kształtują się nawyki zakupowe oraz o możliwościach rozwoju branży retail dzięki technologii piszą specjaliści z agencji Whites

Sytuacja rynkowa

Czas pandemii pokazał, że jesteśmy w stanie szybko zmienić swoje nawyki zakupowe. Konsumenci zaczęli bardziej zwracać uwagę na bezpieczeństwo swoje i osób w ich otoczeniu. W ostatnich miesiącach wielu z nas skorzystało z e-zakupów lub zakupów mobilnych pierwszy raz w życiu. Okazało się, że w zmienionych warunkach, chętniej kupujemy online, a kolejne sieci handlowe zaczęły oferować klientom rozwiązania ułatwiające dostęp do swojej oferty.

Prognozy globalnego wzrostu przed epidemią COVID-19 zakładały stały przyrost branży e-commerce na poziomie około 3% rocznie.

https://www.statista.com/statistics/1122161/poland-change-in-e-commerce-transactions-during-covid-19-pandemic/

Zachowania konsumentów w czasie pandemii szybko zweryfikowały poprzednie wskazania i okazało się, że wiele osób sięga po narzędzia e-commerce. Największe wzrosty w Polsce mogliśmy obserwować w branżach związanych z wyposażeniem domu (101 p.p.), spożywczej (79 p.p.) i komputerowej (61 p.p.).

https://www.statista.com/statistics/1110185/poland-purchasing-habits-based-on-revolut-payments-due-to-covid-19/

Na podstawie powyższego wykresu zauważyć można 122% wzrost liczby transakcji kartami Revolut na usługi Glovo, które dostarcza do domu zarówno jedzenie, jak i zakupy spożywcze. Inne sieci handlowe również odnotowały w tym zestawieniu wzrost transakcji.

Platformy sprzedaży

Badania pokazują, że z m-commerce konsumenci korzystają coraz częściej. Mają też wobec tych platform coraz większe wymagania związane z płynnością działania, intuicyjnym interfejsem i łatwością płacenia za zakupy. Z badań Izby Gospodarki Elektronicznej wynika, że porzucanie m-koszyków spowodowane jest przede wszystkim zbyt długim procesem zakupowym. Proste i intuicyjne rozwiązania click&collect mogą być odpowiedzią na najczęstsze problemy internautów.

https://eizba.pl/wp-content/uploads/2020/06/Omni-commerce-Kupuj%C4%99-wygodnie-2020-do-pobrania.pdf

Promocja instalacji aplikacji mobilnej

Google

Aby promować aplikację mobilną online możemy użyć Uniwersalnej kampanii w sieci Google. Pozwala ona pozyskiwać instalacje aplikacji Android i iOS. Do wykorzystania mamy wszystkiej umiejscowienia Google Ads, czyli Google Display Network, Google Search Network, YouTube, Google Discover oraz Google Play (dla aplikacji Android).  

Jako cel optymalizacji promocji możemy wybrać zwiększenie liczby instalacji, zwiększenie liczby działań w aplikacji lub zwiększenie wartości działania w aplikacji. W ramach promocji aplikacji click&collect najlepsza będzie optymalizacja pod kątem liczby działań, ponieważ zależy nam na zwiększeniu sprzedaży w tym kanale i pozyskiwaniu użytkowników, którzy staną się naturalnymi ewangelistami. 

Facebook

Drugim kanałem, w którym możemy tworzyć kampanie promujące aplikacje mobilną jest Facebook. Tutaj skuteczność, rozumiana jako koszt pozyskania instalacji aplikacji, jest słabsza w porównaniu do Google Ads, jednak pozwala nam to dotrzeć do grupy odbiorców potencjalnie zainteresowanych zakupami.

Warto więc również docierać na samym początku do tej grupy, chociażby na szerokie możliwości remarketingowe oraz zwiększenia ilości fanów marki na Facebooku. Jednak kampanię na Facebooku będą dużo skuteczniejsze w dalszej aktywizacji już pozyskanych użytkowników. 

Aktywizacja w ramach aplikacji mobilnej

W celu zwiększenia aktywizacji istniejących użytkowników, najlepiej sprawdzają się działania Marketing Automation, dzięki którym możemy wykorzystywać wiele notyfikacji w oparciu o preferencje i zachowania użytkowników. Ponadto mamy całą gamę komunikatów, które możemy wykorzystywać takich jak newsletter, webpush, app notification lub sms.

W ramach tego produktu możemy przykładowo wykorzystywać powiadomienia w momencie kiedy w sklepie znów pojawi się produkt, który był wcześniej niedostępny. Możemy również ustawić przypomnienia na dowolną godzinę. W ramach MA możliwości aktywizujące użytkowników są praktycznie nieograniczone.

ASO – promowanie aplikacji w App Store i Google Play

48% użytkowników znajduje nowe aplikacje w sklepie z aplikacjami. Dlatego też bardzo ważnym elementem promowania aplikacji jest ASO (application search optimization) – działania, które pozwalają na uzyskanie wyższej pozycji w sklepach Google Play i App Store.

Czynnikami wpływającymi na pozycjonowanie aplikacji są m.in.:

  • Atrakcyjny tytuł i podtytuł aplikacji zawierający ważne słowa kluczowe,
  • Opis zawierający istotne informacje dla użytkowników i zwiększający zaufanie do twórcy oraz:
    – w Google Play: zawierający ważne słowa kluczowe,
    – w App Store: odpowiednie wypełnione pola niewidoczne dla użytkownika, ale wpływające na przypisanie aplikacji do odpowiednich kategorii,
  • atrakcyjne obrazki i screenshoty z aplikacji promujące funkcjonalności aplikacji,
  • Elementy uwierzytelniające tj.:
    • oceny i recenzje,
    • ilość pobrań,
    • SEO backlinks (w przypadku Google Play).

Marketing aplikacji

Elastyczne rozwiązania znane z aplikacji mobilnych można również zaadaptować do przeglądarkowej wersji sklepu internetowego, która podobnie jak aplikacja będzie prowadzić konsumenta krok po kroku do kupna ulubionych produktów, które wykorzystuje na co dzień. Platforma contentowa połączona ze sklepem internetowym to idealne miejsce na pozyskanie nowych użytkowników, którzy jeszcze nie znają marki lub szukają nie produktu, a rozwiązania np. użytkownik szukający przepisu na dania z grilla nie wie jeszcze, jakie produkty wybierze, ale dzięki naturalnemu osadzeniu produktów w interesującym artykule lub przepisie może zdecydować się na ich zakup. 

https://www.lidl.com/recipes/grilled-marinated-flat-iron-steak

Nie bez znaczenia jest również optymalizacja lejka sprzedażowego, dzięki której użytkownik nie porzuci koszyka na żadnym etapie zamówienia. Użytkownik kupił produkt w naszym sklepie! To świetnie, ale… jakie działania podjąć, żeby nie zaprzestał na jednorazowym zakupie i wracał na platformę? Kolejnym krokiem do zbudowania lojalności użytkownika będą – obok dobrej obsługi i świetnych produktów – działania marketingowe, które nie pozwolą mu zapomnieć o sklepie, tj. remarketing, kampania mailingowa czy powiadomienia w aplikacji.

źródło: Materiały wewnętrzne Whites

Lojalność użytkownika, który poznał sklep przez jedno z najbardziej naturalnych w naszych czasach „wyszukiwanie w internecie”, skutecznie podtrzyma również odpowiadająca na jego potrzeby i łatwo dostępna aplikacja mobilna.

SEO PR – skuteczna promocja aplikacji i sklepu internetowego

Wzmocnienie zarówno nowej platformy sprzedażowej jak i aplikacji mobilnej możemy realizować dodatkowo poprzez pozyskiwanie wartościowych odnośników w poczytnych magazynach internetowych. Zakupione tam publikacje premium, które podkreślają użyteczność promowanego rozwiązania mają podwójną korzyść:

  • budują świadomość marki sklepu internetowego i pozyskują nowych użytkowników,
  • wzmacniają widoczność witryny poprzez przekazywanie mocy z witryn o wysokich parametrach seo-wych.

Dzięki temu backlinki pozyskane z wartościowych domen budują świadomość marki i wspierają widoczność zarówno przeglądarkowej platformy e-commerce, jak i pozycję aplikacji mobilnej.

Content to commerce

Wszystkie działania digitalowe mają na celu finalnie doprowadzić do wartościowej konwersji w witrynie. Żeby tak się stało, musimy połączyć dwa czynniki – budowanie widoczności serwisu i optymalizację konwersji na stronie.

Niezmiernie ważne jest opracowanie strategii tworzenia contentu, który nie tylko jest zoptymalizowany pod kątem odpowiedniej hierarchii, ale również trafia w potrzeby grupy docelowej, a także jest poparty analizą potencjałów, konkurencyjności i sezonowości zapytań do wyszukiwarki.
Dobrze przygotowany content wzbudza zainteresowanie użytkowników i buduje świadomość marki. Poprzez np. animowane materiały i infografiki w sekcji poradnikowej oraz unikalne opisy produktów dopasowane do danej branży możemy w ciekawy sposób skupić uwagę użytkowników, a także budować zaufanie i pozytywny wizerunek sklepu, do którego klienci chcą wracać. 

źródło: Materiały wewnętrzne Whites

Poprzez tworzenie i optymalizację contentu opartego o strukturę topicową oraz wzmacnianie podstron blogowych (np. artykuły związane z aktywnościami, do których używane są produkty) na frazy o intencyjności poradnikowej, a także tworzenie unikalnych opisów na strony produktów i kategorii w oparciu o frazy konwertujące i sprzedażowe przyczyniamy się do pozyskania wartościowego ruchu w witrynie.

Dlatego też optymalizując content pod kątem SEO należy m.in. wziąć pod uwagę intencyjność słów kluczowych – ogólnie mówiąc, widoczność możemy budować zarówno na frazach generycznych, jak i long tailowych, a dzięki odpowiedniej segmentacji słów kluczowych możemy zaopiekować użytkowników na każdym etapie ścieżki zakupowej. Od momentu przedstawienia porad osobie, która pyta „jak zdrowo się odżywiać”, poprzez przedstawienia polecanych składników osobie szukającej „przepis na pizzę bezglutenową”, aż do umożliwienia bezpośredniego i szybkiego zakupu komuś, kogo interesują „świeże mini marchewki”.

Cross-selling i up-selling

Dodatkowo, korzystając ze strategii cross-sellingu i up-sellingu, możemy zwiększyć sprzedaż przez proponowanie klientowi innych produktów, które są w pewien sposób podobne do już przez niego wybranych lub ostatnio kupowanych. Przykładowo: osobie, która kupuje makaron spaghetti, możemy zaproponować sos bolognese lub mięso mielone, a osobie często kupującej świeże warzywa – sos sałatkowy lub bezglutenową tortillę.

https://www.freshdirect.com/pdp.jsp?productId=fru_dmy_10115&catId=avc

Cross-selling (zaproponowanie produktów powiązanych) oraz up-selling (propozycja innego, często lepszego produktu) z powodzeniem stosowane jest nie tylko na stronach sprzedażowych, ale również w artykułach. Dzięki temu tworzymy powiązania pomiędzy strefą poradnikową a produktami, zwiększając szansę na sprzedaż danego produktu. Jest to korzystne rozwiązanie nie tylko dla użytkowników, którzy w łatwy sposób mogą znaleźć i kupić interesujący ich produkt, ale również dla robotów, które otrzymują informacje czego dotyczą linkowane podstrony. Linkując produkty pod odpowiednio dobrane anchor texty wzmacniamy strony sprzedażowe na wartościowe frazy i wspieramy budowanie ich widoczności.


/Powyższy pomysł to koncept agencji Autentika, która specjalizuje się w budowie cyfrowych produktów z obszaru web, mobile i e-commerce. Czuj się swobodnie, chcąc wykorzystać jego elementy w swoich projektach.

Ile kosztuje wykonanie aplikacji mobilnej?

Budowa aplikacji mobilnych to poważna inwestycja, zarówno w wymiarze czasowym, jak i finansowym.

Minimalny budżet prostej aplikacji, która będzie aktywna na pojedynczej platformie, to co najmniej 15,000 dolarów. Pułap maksymalny w zasadzie nie istnieje i decyduje o nim stopień złożoności produktu. Kwota całkowita może oscylować w granicach miliona dolarów, ale średnio nie powinna przekraczać 500 tysięcy dolarów.

Cenę Twojej aplikacji mobilnej podyktuje: 

1) Typ aplikacji i liczba platform, na których będzie aktywowan

Opcją najtańszą jest aplikacja z podstawowym zakresem funkcji. Jej budowa nie wymaga dużego zaplecza, dlatego idealnie nadaje się na debiut w branży telefonii komórkowej. Mimo skromnej funkcjonalności, taki produkt bywa bardzo pożyteczny dla nabywców, a właścicielom może przynieść pokaźne zyski. Bardziej wyrafinowane aplikacje potrzebują nieporównanie większych wkładów pieniężnych. Nie powstaną one bez zaawansowanego oprogramowania, są czasochłonne i rozwija je wysoko wykwalifikowana kadra pracownicza. 

2) Koszt robocizny

Wynajęcie wykonawców zamorskich będzie znacznie tańsze od zaangażowania fachowców lokalnych, a usługi firmy renomowanej będą droższe od wsparcia zleceniobiorcy z nieugruntowaną pozycją rynkową.

Reputacja ma pierwszeństwo. Jeśli składową Twojej aplikacji jest skomplikowane programowanie lub kodowanie, niekoniecznie powinnaś/powinieneś zabiegać o usługi agencji, której doświadczenie obejmuje tylko prostsze aplikacje, radzi Rameet Chawla z „Fueled”.

Agencja o ustalonej reputacji po prostu nie może sobie pozwolić na fuszerkę. Zadanie powierza zespołowi ekspertów z różnych dziedzin – m.in. programistów, grafików i testerów. Zaangażowanie freelancera zredukuje koszty, lecz pomnoży ryzyko. Dyżurne uchybienia, których wypada spodziewać się po „wolnym strzelcu”, obejmują nieefektywną etykę pracy i nawyki, problemy związane z komunikowaniem, brak konsekwentnych starań i dostępności. Wynajęcie freelancera najprawdopodobniej przyniesie rezultat w postaci produktu znacznie odbiegającego od pierwotnych założeń. 

Stworzenie aplikacji przypomina wystawienie sztuki teatralnej. Na scenie obserwujemy aktorów, ale bardzo dużo dzieje się też za kulisami. Z prawidłowo budowaną aplikacją mobilną jest podobnie, mówi Ryan Matzner z „Fueled”.

W „trupie” rokującej powodzenie powinien być:

  • projektant odpowiedzialny za stronę wizualną
  • opiekun klienta współpracujący z menadżerami produktu i producentami, koordynujący wykonywanie poszczególnych zadań
  • menadżer produktu pełniący funkcję reżysera nadzorującego rozwój aplikacji

Opracowanie aplikacji jest procesem wielopłaszczyznowym, którego powodzenie uzależnione jest od szeregu zmiennych. 

Oto pięć kluczowych czynników, które trzeba wziąć pod uwagę podczas kalkulowania właściwego budżetu.

1) Założenia kluczowe: jakość, koszt i szybkość wykonania aplikacji mobilnej

Opłaca się być szczerym wobec siebie i swoich priorytetów. Rozważmy trzy atrybuty: „dobrze”, „szybko” i „tanio”. W komplecie są osiągalne.

Firma, która twierdzi, że za niewielkie pieniądze ekspresowo zbuduje aplikację mobilną wysokiej jakości, składa fałszywą obietnicę. Dostajemy to, za co płacimy. Jeśli coś wydaje się zbyt piękne, by miało być prawdziwe, najpewniej takie jest.

Bez wątpienia zależy Ci na bardzo dobrej aplikacji. Stoisz wobec wyboru pomiędzy większym budżetem i krótszym przebiegiem prac lub mniejszym budżetem i dłuższym przebiegiem prac. Ramy czasowe realizacji z pewnością przekroczą 12 tygodni ze względu na wstępny okres projektowania i definiowania produktu. Jeśli zechcesz skorzystać z oferty zagranicznej i obniżyć cenę, przygotowanie aplikacji finalnej wydłuży się o kolejne 6-12 tygodni.

2) Opracowanie aplikacji mobilnej przez specjalistów lokalnych lub zamorskich

Wynajmujesz daną firmę, ponieważ opanowała sztukę dobrego wykonawstwa. Pamiętaj, że jedynym gwarantem kompetentnego programowania jest udział zatrudnionych przez nią specjalistów lokalnych.

Niektórzy zleceniobiorcy będą przekonywać, że dysponują kadrą miejscową. W rzeczywistości zespół projektowy może składać się z zamorskich podwykonawców. Jest to prosty sposób agencji na uzyskanie większego dochodu: klient płaci wyższe, lokalne stawki za wynajmowanych niedrogo obcokrajowców. Zapytaj zatem oferenta o konkretnych członków ekipy i poproś o prezentację aplikacji ich autorstwa. Przeprowadź rozmowę bezpośrednią z tymi pracownikami, by dodatkowo ocenić umiejętności komunikacyjne. 

Zatrudnienie droższych inżynierów lokalnych zaprocentuje podczas projektowania. Po drodze zaoszczędzi czas i pieniądze, ponieważ na etapie planowania zapewni wiedzę techniczną.

Podejście hybrydowe może sprawdzić się w sytuacji, gdy za najważniejsze części projektu odpowiadają specjaliści miejscowi, a do mniej wymagających zadań najmuje się kogoś z zewnątrz. Lokalna kadra inżynieryjna jest niezastąpiona. Projekt techniczny lub menadżerowie produktu nie wystarczą.

3) Porównanie procesu zwinnego z procesem kaskadowym

Proces kaskadowy i zwinny to dwie najbardziej znane metody rozwijania aplikacji mobilnej. Dzielą je zasadnicze różnice.

W sposobie kaskadowym na początku sporządza się przejrzystą dokumentację. Dopiero potem rozpoczyna się zgodna z jej wytycznymi realizacja projektu. 

W sposobie zwinnym dokumentacji jest niewiele. Programiści pracują nad kodem w szybkim tempie przez tydzień lub dwa. Strategia ta pozwala szybciej wejść na rynek.

„Rozwijanie iteracyjne” aplikacji mobilnej nazywamy podejściem hybrydowym. Powstaje zarys dokumentacji, jak chociażby szkice i makiety kluczowych ekranów i funkcji, ale pewne aspekty i szczegóły są rozpracowywane przez zespół w trakcie kolejnych faz tworzenia produktu.

Metodę kaskadową cechuje niewielka elastyczność, ale wiesz dokładnie, co otrzymasz i za jaką sumę. Co więcej, skrupulatna dokumentacja wymodelowanego projektu sprawia, że późniejsze doskonalenie procesu przebiega o wiele łatwiej. Aczkolwiek w przypadku większego i bardziej skomplikowanego projektu znajomość wszystkich detali i niuansów jest na starcie ograniczona. Siłą rzeczy termin realizacji prac nad aplikacją mobilną wydłuży się.

Na ogół przemysł preferuje metodę zwinną. Brak struktury wyjściowej projektu może doprowadzić do przekroczenia planowanego budżetu, lecz  znacznie większą swobodę w modyfikowaniu aplikacji. Na zakończenie każdego cyklu rozwijania produktu możesz stworzyć kolejne jego wersje, dzięki czemu masz większą szansę na terminowe wprowadzanie gotowej aplikacji na rynek.

4) Porównanie wynagrodzenia ryczałtowego z wynagrodzeniem za materiały i roboczogodziny

W modelu kaskadowym możesz uzgodnić wynagrodzenie ryczałtowe za dostarczony produkt. Przeznaczasz kwotę X na projektowanie i dokumentację, a następnie regulujesz należność Y za wykonanie aplikacji. 

Nie unikniesz jednak konieczności wprowadzenia jakiejś zmiany. Pojawią się zamówienia nadplanowe. Firma doliczy dodatkowe sumy za wszelkie nowe zmiany i prace, których zażądasz. Czy zlecenia te rozliczane są według tych samych stawek? Którzy potencjalni wykonawcy oferują opcję zamówień nadplanowych? Jak wypada zestawienie kontraktu początkowego z kosztem zleceń dodatkowych? Warto poznać odpowiedzi na każde z tych pytań.

W trybie zwinnym lub iteracyjnym można zapłacić za ilość wykonanej pracy. Firma przedłoży Ci szacunkowe stawki i później wystawi rachunek. Jeżeli będzie to rozliczenie za roboczogodzinę, upewnij się, że wykonawcy operują oprogramowaniem rejestrującym czas pracy, do którego będziesz miał regularny dostęp. Sprawdź też, czy zleceniobiorca posiada procedurę rozwiązywania sporów o wielkość faktury.

Perspektywa wynagrodzenia ryczałtowego zdaje się ograniczać finansowe ryzyko. Tymczasem ustalona z góry cena często wprowadza w błąd, ponieważ nie uwzględnia zleceń nadplanowych i wydłużonego okresu wprowadzania aplikacji na rynek. 

Kwestią nadrzędną jest udany produkt, który zrealizuje Twój cel biznesowy. Najlepsi autorzy aplikacji mobilnych wybierają proces zwinny. Jakość usług wykonawców pracujących za wynagrodzenie ryczałtowe bywa niepewna

5) Przygotowanie kosztorysu

Ten ostatni czynnik może poważnie wpłynąć na całkowity koszt aplikacji. 

Jak przebiega tworzenie kosztorysu? 

Klient powinien wiedzieć: Kto obliczył szacunkowe koszty? Czy osoba ta w pełni rozumie, co próbujesz uzyskać? Czy pracowała wcześniej nad podobnymi aplikacjami i korzystała z podobnych technologii? Brak wiedzy na ich temat prowadzi do pomyłek w obliczaniu wymaganych nakładów czasowych i pieniężnych. 

Dokonaj analizy danych z przeszłości: porównaj rzeczywiste koszty ze wstępnymi szacunkami. Załóż, że Twój wykonawca przekroczy budżet o 20%. Takie są rynkowe realia.

Pięć opisanych powyżej punktów nie tylko pomoże Ci zorientować się, jak powinien wyglądać budżet aplikacji. Posługując się nimi, trafnie ocenisz potencjalnych partnerów. Niektórzy wypadną korzystniej od innych. Odpowiedni wykonawca nie będzie tani, ale cenę usprawiedliwi satysfakcjonujący efekt końcowy.

Dlaczego klienci nie kupują w Twoim sklepie internetowym?

Internetowy shopping stał się już nieodzowną częścią naszego życia. Z roku na rok w szybkim tempie rośnie nie tylko rynek e-commerce, ale także m-commerce, czyli zakupów za pośrednictwem aplikacji zainstalowanych w urządzeniu mobilnym. Jak wynika z raportu opublikowanego przez Izbę Gospodarki Elektronicznej, aż 72% internautów deklaruje, że dokonuje zakupów online. Co więcej, pandemia sprawiła, że takie transakcje stały się jeszcze bardziej popularne.

Patrząc na tak optymistyczne dane łatwo o przekonanie, że sklep internetowy to idealny pomysł na biznes – żyła złota, która zapewni ciągle rosnące dochody. Problem pojawia się, gdy okazuje się, że rzeczywistość nie odpowiada oczekiwaniom i zamiast czerpać zyski ze sprzedaży, martwisz się brakiem klientów.

Powody, dla których Twój sklep internetowy świeci pustkami, można podzielić na dwie główne kategorie. Pierwszą z nich są niedociągnięcia czysto marketingowe – brak rozpoznawalności marki, nieobecność w social mediach czy niska pozycja w wynikach wyszukiwania. Drugą zaś stanowią błędy techniczne, które sprawiają, że mimo atrakcyjnych cen i interesujących produktów, klienci rezygnują z zakupów. Jeśli więc pomimo Twoich starań, wciąż nie możesz sprzedawać tyle, ile byś chciał, to znak, że czas przyjrzeć się przyczynom takiego stanu rzeczy i wyeliminować potencjalne problemy. A czasem wystarczy naprawdę niewiele, by znacząco zwiększyć ilość konwersji.

Konieczność rejestracji

Zdobywanie bazy stałych klientów to niewątpliwie cel, jaki stawia sobie wielu internetowych sprzedawców. Okazuje się jednak, że nie zawsze wymóg rejestracji zachęci do powrotów na stronę sklepu. W wielu przypadkach może przynieść efekt zupełnie odwrotny – potencjalny klient nie tylko nie wróci już na Twoją witrynę, ale zrezygnuje też z zakupów, na których mu zależało. Szczególnie jeśli proces zakładania konta wymaga wypełniania zbyt wielu pól, a w zamian nie przynosi żadnych korzyści poza dostępem do historii zamówień. 

Dlatego warto umożliwić użytkownikowi dokonanie transakcji bez konieczności rejestracji w serwisie. Dobrym rozwiązaniem może być także dodanie opcji szybkiego utworzenia konta w formularzu składania zamówienia – tu zachętą może okazać się bonus lub rabat, który sprawi, że dotychczasowy “gość” zechce związać się ze sklepem na nieco dłużej.

Skomplikowany proces zakupowy

Dobre witryny e-commerce dbają o to, by przechodzenie przez kolejne etapy zakupów było jak najprostsze i intuicyjne. Najkorzystniej odbierane są te sklepy, w których finalizację transakcji od wyboru produktu dzielą trzy, maksymalnie cztery kroki. Im ich więcej, tym bardziej prawdopodobne, że klient się wycofa.

Upewnij się też, czy użytkownik w każdej chwili może wrócić do poprzedniego kroku, by sprawdzić lub zmienić swój wybór. To szczególnie ważne w przypadku aplikacji mobilnych – jeśli systemowy przycisk „wstecz” anuluje cały dotychczasowy postęp transakcji, to szanse na to, że klient będzie chciał powtórzyć wszystko od nowa, są naprawdę niewielkie.  

Wolna strona i przestarzały wygląd

O tym, że strony, które ładują się zbyt długo potrafią zirytować, nikogo chyba nie trzeba przekonywać. Wystarczą już 3 sekundy oczekiwania, by użytkownik poddał się i opuścił witrynę. I z dużą dozą prawdopodobieństwa, nigdy już tam nie wrócił. Możesz skorzystać z prostego, bezpłatnego narzędzia, by przekonać się, czy Twoja strona nie wystawia cierpliwości potencjalnych klientów na zbyt trudną próbę: PageSpeed Insights

Estetyczny interfejs, łatwy dostęp do wszystkich danych o produkcie, swobodna możliwość powiększania zdjęcia, czy opcja sprawdzenia innych dostępnych wariantów to tylko niektóre z czynników, które sprawiają, że zakupy stają się przyjemne i wygodne. A przecież właśnie wygodę konsumenci cenią sobie najbardziej.

Zapominanie o komforcie użytkowania

Badania wskazują, że aż 25% użytkowników opuści witrynę, jeśli nawigacja okaże się zbyt skomplikowana. Dlatego jeśli masz już atrakcyjną wizualnie stronę, to warto sprawdzić ją jeszcze pod kątem user experience. Jasne kategorie i podkategorie produktów, przejrzysta hierarchia treści – to niezwykle ważne, bo przecież nikt nie lubi czuć się zagubiony w sklepie.

Nie wolno zapominać także o responsywności strony. Choć urządzeniem najczęściej wykorzystywanym w procesie zakupów nadal pozostaje laptop, to młodsze pokolenie zdecydowanie stawia na smartfony. Jeśli więc chcesz zachęcić tę grupę do kupowania u Ciebie, musisz zadbać o to, by Twój sklep wyglądał dobrze także na urządzeniach mobilnych.

Brak obsługi szybkich płatności

Produkty wybrane, koszyk pełny, teraz już tylko do kasy i gotowe! Ale uwaga – jeszcze za wcześnie na świętowanie sukcesu. Współcześni konsumenci cenią sobie wygodę podczas całego procesu zakupowego – także w momencie finalizowania płatności

Jeśli więc Twój sklep oferuje jedynie możliwość opłacenia zakupów w formie tradycyjnego przelewu, to wielu klientów zrezygnuje nawet pomimo sprawnego pokonania wcześniejszych kroków. Zatem jeśli nie chcesz, aby użytkownicy uciekali „sprzed kasy” – zadbaj o to, by mogli płacić Blikiem czy szybkim przelewem. Oni zaoszczędzą czas, a Ty zarobisz.

Lista drobnych i tych nieco bardziej poważnych przewinień przeciwko wygodzie i komfortowi użytkownika jest zdecydowanie dłuższa. Warto zatem zdać sobie sprawę z tego, że najlepszym sposobem na zwiększenie sprzedaży i rozwój firmy jest zapewnienie klientom jak najlepszych wrażeń z zakupów.  

Jak pomóc branży fitness (i nie tylko) przy pomocy jednej aplikacji?

Zamknięte siłownie, bezrobotni trenerzy. Ludzie odizolowani w domach, ale chętni, by zadbać o swoją formę, głodni kontaktu ze znajomymi z klubów fitness. Brzmi jak wyzwanie? 

Mówi się, że w wielu aspektach życia nie wrócimy do czasów sprzed pandemii. A przynajmniej nie w łatwej do przewidzenia przyszłości. Części z nas na długo pozostanie obawa przed przebywaniem w skupisku ludzi i używania tych samych przedmiotów.

Branża fitness musi odpowiedzieć na te obawy i znaleźć dla siebie miejsce w nowej rzeczywistości. W Autentice wierzymy, że technologia może w tym znacząco pomóc, być mostem między siłownią, klubem czy trenerem a ich klientami. Tym pierwszym stworzyć nowy kanał sprzedaży i realizacji usług, a drugim umożliwić spełnianie sportowych ambicji i podtrzymanie towarzyskich relacji. 

Zobaczmy, jak można to zrobić.

Anna, trenerka fitness, udostępnia kalendarz zajęć. Samodzielnie tworzy harmonogram, ustala limit miejsc. Mobilna aplikacja to wirtualna “recepcja”, dzięki której Anna pozostaje w kontakcie z uczestnikami jej spotkań.

Emma i Nicole poznały się na zajęciach Anny. Nie wyobrażają sobie ćwiczenia bez towarzystwa swojej grupy. Motywacja i miłe spędzenie czasu, przecież o to tu chodzi, prawda?

Obie korzystają z planu rocznego, który pozwala zaoszczędzić na klubowych kosztach. Swoim znajomym często jednak polecają jednodniową wejściówkę, która pozwala szybko sprawdzić usługę.

Dzień zajęć. Jeden z czterech w tygodniu, bo dziewczyny biorą udział też w kilku innych treningach. Grupa zbiera się w wirtualnej szatni. Żarty, ploteczki, trenerka przypomina o sprzęcie potrzebnym do ćwiczeń. Uczestniczki łączą się z dowolnego miejsca (hej, nie każdy mieszka w dużym mieście!) i urządzenia – laptop, telefon, telewizor.

Anna zaczyna sesję. Wystarczy zwykły komputer i przeglądarka, aby na żywo streamować wideo do uczestników. 

Smartwatch na nadgarstku instruktorki przesyła dane o spalonych kaloriach i rytmie serca. Stały podgląd na plan ćwiczeń i pozostały czas pozwala utrzymać tempo i zrealizować założony zakres. Nie musi podchodzić do komputera w trakcie zajęć!

Nicole uważnie śledzi ruchy Anny na ekranie swojego komputera. Bardzo pomaga jej znajomy głos trenerki i konkretne porady dotyczące kolejnych ćwiczeń. Świadomość, że dzieje się to na żywo, a instruktorka również widzi jej poczynania, jeszcze bardziej dopinguje Nicole do wysiłku.

Nicole uwielbia rywalizację i nawet tutaj stara się być najlepsza. Staż w klubie, obecności, intensywność treningu, polecenia znajomym – punkty można zdobyć na wiele sposobów.

Nie wszyscy jednak radzą sobie tak dobrze jak Nicole. Helen dopiero zaczyna i ma spore kłopoty z prawidłowym wykonaniem niektórych ćwiczeń. Ale od czego jest trener? Szybka prośba o połączenie głosowe i dziewczyny po chwili prostują sprawę. Cała grupa również zyska na utrwaleniu właściwego ruchu.

Dzięki łatwo dostępnym komunikatom od uczestników zajęć,  Anna kolejny raz docenia wygodę inteligentnego zegarka.

Uff, nareszcie koniec. Emma i Nicole jeszcze przez chwilę żartują z koleżankami w klubowej “szatni”. Czas na prysznic i… jesteśmy w domu, bez konieczności długiego powrotu dwoma autobusami! Nie ma to jak od razu rzucić się na własną kanapę!

Proste? No, nie do końca, ale zdecydowanie możliwe do wykonania w oparciu o nowoczesne technologie. To konkretny pomysł na biznes sygnowany marką sieci siłowni, klubów fitness, producenta odzieży lub akcesoriów sportowych, czy wreszcie dostawcy benefitów pracowniczych w formie kart wstępu.

Co więcej, identyczny system łatwo przełożyć na inne branże… Mamy tu po prostu płatne połączenie wideokonferencyjne obudowane dodatkowymi gadżetami. Dlaczego w taki sposób nie moglibyśmy korzystać z usług lekarzy, psychologów, doradców finansowych, prawników, nauczycieli?

OK, ale wróćmy do fitnessu. Ponieważ zależało  nam na tym, żeby do tematu podejść możliwie holistyczne, do współpracy przy artykule zaprosiliśmy specjalistów z agencji Whites. Zespół Whites wziął na warsztat naszą koncepcję rozwiązania dla branży fitness i dołożył od siebie część marketingową, analizując możliwe kanały komunikacji i promocji takiego rozwiązania.      

Przyjrzyjmy się, jak może to wyglądać od strony marketingowej. 

Rynek branży fitness

Wielkość rynku

Prognozuje się, że w roku 2020 rynek fitness urośnie o ponad 30% względem roku poprzedniego, a jego wartość osiągnie niespełna 22 mld USD. Choć skutki kryzysu związanego z koronawirusem będą odczuwane przez wiele branż, warto zwrócić uwagę na powstające w tym czasie nisze biznesowe. Najnowsze dane pokazują, że w tej branży udział przychodów pochodzących z aplikacji będzie rósł i w skali świata osiągnie poziom prawie 3 mld USD

Koronawirus i zmiany zachowań konsumenckich

Nastroje wśród osób praktykujących sport w siłowniach nie są zbyt optymistyczne. Większość badanych deklaruje niepewność w kwestii powrotu do sal ćwiczeń i na zajęcia lub przewiduje, że do wznowienia funkcjonowania takich miejsc musi minąć kilka miesięcy.


https://www.statista.com/statistics/1104534/going-to-gym-covid/

Obecne nastawienie względem klubów fitness powoduje również zmiany w zachowaniach konsumenckich, co widać w zwiększonym zainteresowaniu badanych Polaków zakupem akcesoriów do ćwiczeń.


https://www.statista.com/statistics/1110796/poland-home-fitness-equipment-sales-due-to-covid-19/

Potencjalny rynek

Rynek aplikacji mobilnych jest duży, ale pojemny. Jeśli za miarę odniesienia przyjmiemy ilość osób deklarujących regularne ćwiczenia fizyczne w czasie wolnym od pracy, to w USA ten odsetek wynosi prawie 23%, a w krajach UE średnio 30%. To daje nam w przybliżeniu około 208 mln potencjalnych użytkowników mobilnych aplikacji do ćwiczeń tylko w tych krajach. 


https://public.tableau.com/profile/tina.norris#!/vizhome/FIGURE7_4/Dashboard7_4

https://ec.europa.eu/eurostat/web/products-eurostat-news/-/DDN-20170302-1

Trendy w sieci

COVID-19 i czas lockdownu wywarł wpływ na to, jakich haseł wyszukujemy. Kiedy spojrzymy w Google Trends i zakres tematyczny, związany z ćwiczeniami fizycznymi, widzimy duży wzrost zainteresowania w drugiej połowie marca.

Wykres powyżej przedstawia skalę zainteresowania obszarem tematycznym w ciągu ostatnich pięciu lat – widać, że w okresie drugiej części marca i kwietnia nie mieliśmy w ostatnich latach aż takiej liczby wyszukiwań dot. ćwiczeń fizycznych. To, że użytkownikom chodzi przede wszystkim o trening domowy, świadczy drugi wykres, dotyczący siłowni i tematów, z nią związanych.

Tutaj widać z kolei zdecydowany spadek. Siłownie borykają się z problemami, a osoby aktywne fizycznie szukają pomysłów na to, by kontynuować trening w domu. To jednak nie jest jedyna grupa osób, która zainteresowana jest ćwiczeniami w domu. 

Jak widać, w drugiej połowie marca ćwiczenia dla początkujących, jako przykładowe pojedyncze hasło, cieszyło się większą popularnością niż w poprzednich latach.

Kanały dotarcia

Tak naprawdę dzisiaj online ćwiczą wszyscy, chociaż kobiety częściej mówią o tym w mediach społecznościowych i tam szukają inspiracji. Poniższy wykres pokazuje liczbę wzmianek “fitness online” i “fitness aplikacja” w mediach społecznościowych w podziale na płeć.

Widać tu też, jak zmienia się trend – jak lockdown wpłynął na popularność frazy “fitness online” oraz “fitness aplikacja”. 

Tworząc komunikację, należy pamiętać o tym, żeby przekaz dywersyfikować. Pokazywać inne zalety różnym grupom docelowym. Na przykład – osoby pracujące z domu mogą poszukiwać ćwiczeń, które pozwolą im zadbać o kręgosłup po całym dniu siedzenia przed komputerem, a także spotkać się wirtualnie z innymi ćwiczącymi. Kobiety w ciąży będą szukały bezpiecznego zestawu ćwiczeń do wykonania w warunkach domowych. Ci, którzy przyzwyczajeni są do ostrego wycisku na siłowni, ucieszą się zapowiedzią twardych treningów.

W różnych kanałach inna grupa jest bardziej aktywna – kobiety częściej korzystają z Facebooka i Instagrama, mężczyźni z Twittera (wykres pokazuje wzmianki “fitness online” i “fitness aplikacja” z podziałem na kanały społecznościowe):

Najskuteczniejsze kanały

  • Facebook – ma największe zasięgi spośród platform społecznościowych, dobre treści mogą zyskiwać zasięgi organiczne, a nawet wiralowe – ludzie dobry content udostępniają dalej; daje możliwość zróżnicowanej komunikacji: za pomocą grafik, infografik, animacji, a także wideo, w tym relacji live; nie można również zapominać o możliwości generowania ruchu – na przykład na LP aplikacji
  • Instagram – jest bardzo wizualny, idealnie pasuje pod branżę fitness, również daje możliwości różnicowania contentu, budowania społeczności
  • YouTube – daje możliwość udostępniania filmów wideo, które dobrze zoptymalizowane pod wyszukiwarkę mogą dotrzeć do osób zainteresowanych konkretną tematyką, daje możliwość przekierowań 

Dobre praktyki komunikacji

  • live – przykład: Ewa Chodakowska, codziennie o 18, Facebook – doskonały sposób budowania społeczności, ale także pokazywania swojego produktu poprzez dawanie doświadczenia za darmo – Ci, którzy chcą więcej treningów, mogą wykupić dostęp do strony 
  • udostępnianie wideo z treningami za darmo – np. Yoga with Adriene (kanał YouTube) – doskonałe narzędzie budowania brandu, rozpoznawalności i szerokiego zasięgu, a także przywiązywania użytkownika do swoich treści oraz produktu
https://www.youtube.com/user/yogawithadriene
  • promocja za pomocą konkretnych instruktorów (aplikacja AloMoves, Instagram) – dywersyfikacja komunikacji, dzięki pokazywaniu różnych instruktorów, różnych rodzajów treningu , możemy dotrzeć do bardzo różnych grup docelowych, dać użytkownikom to, czego potrzebują:
https://www.instagram.com/alomoves/

https://www.instagram.com/alomoves/
  • budować społeczność – przykład Strava – organizować wyzwania, akcje wspierające członków społeczności, pokazywać metamorfozy, zachęcać do dzielenia się swoimi osiągnięciami – tu można wykorzystywać hashtagi
https://www.instagram.com/strava/

  • warto testować komunikację w różnych kanałach i sprawdzać, co działa nam najlepiej
  • content wizualny jest idealny dla fitnessu – zarówno grafiki, jak i materiały wideo przyciągną uwagę i angażują użytkownika
  • materiał wideo może być profesjonalną produkcją, a może być też tańszym formatem – wideo live dobrze sprawdzi się w promocji
  • warto budować społeczności, angażować użytkowników i być z nimi w stałej relacji  
  • warto dawać content za darmo – użytkownik będzie wiedział, czego może oczekiwać w wersji pełnopłatnej

Promocja instalacji aplikacji mobilnej

Google

W ramach płatnej promocji aplikacji mobilnej online najskuteczniejszą platformą do zwiększenia ilości instalacji jest Uniwersalna kampania promująca aplikację w sieci Google. Ten typ kampanii obsługuje zarówno aplikacje Android jak również iOS i w ramach tej kampanii możemy wykorzystywać wszystkie umiejscowienia Google Ads, to znaczy Google Display Network, Google Search Network, YouTube, Google Discover oraz Google Play (dla aplikacji Android).  

Kampania ta różni się znacząco od standardowych kampanii Google Ads, nie ma tutaj potrzeby projektowania poszczególnych reklam, zamiast tego dodaje się propozycje tekstów reklam oraz zasoby (grafiki, filmy etc.) i system Google sam tworzy reklamy dopasowując je do formatów oraz testując różne kombinacje zasobów. 

W ramach kampanii mamy możliwość wyboru celu optymalizacyjnego pomiędzy zwiększeniem liczby instalacji, zwiększeniem liczby działań w aplikacji lub zwiększeniem wartości działania w aplikacji. W ramach promocji aplikacji fitness najlepsza będzie optymalizacja pod kątem liczby działań, ponieważ zależy nam na budowie społeczności w ramach marki i pozyskiwaniu użytkowników, którzy staną się naturalnymi ewangelistami. 

Facebook

Drugim kanałem, w którym możemy tworzyć kampanie promujące aplikacje mobilną jest Facebook. Tutaj skuteczność, rozumiana jako koszt pozyskania instalacji aplikacji, jest słabsza w porównaniu do Google Ads, jednak pozwala nam to dotrzeć do grupy odbiorców potencjalnie zainteresowanych rozwojem fizycznym. Na Facebooku na całym świecie wielkość grupy docelowej zainteresowanych tematyką fitness wynosi 180 mln.  

Warto więc również docierać na samym początku do tej grupy, chociażby na szerokie możliwości remarketingowe oraz zwiększenia ilości fanów marki na Facebooku. Jednak kampanię na Facebooku będą dużo skuteczniejsze w dalszej aktywizacji już pozyskanych użytkowników. 

Aktywizacja w ramach aplikacji mobilnej

Kampanie Google Ads bardzo dobrze sprawdzają się w zwiększeniu liczby użytkowników aplikacji, jednak aktywizacja istniejących użytkowników nie jest mocną stroną kampanii Google. W tym celu zdecydowanie lepiej sprawdzają się kampanie w mediach społecznościowych takich jak Facebook lub Twitter, przede wszystkim najskuteczniejsze są działania Marketing Automation, mające na celu aktywizację użytkowników. 

W ramach MA możemy wykorzystywać bardzo szeroki zakres notyfikacji w oparciu o preferencje użytkowników, zachowanie, czas od ostatniej aktywności i wiele innych elementów. Możemy na bieżąco testować rozwiązania oraz wykorzystywać narzędzia scoringujące w celu lepszego dopasowania komunikatu do użytkownika. Ponadto mamy całą gamę komunikatów, które możemy wykorzystywać takich jak newsletter, webpush, app notification lub sms. 

W ramach tego produktu możemy przykładowo wykorzystywać powiadomienia w momencie kiedy nasi znajomi wchodzą do wirtualnej szatni dając nam znać, że jest już czas na trening. Możemy również ustawić przypomnienia na dowolną godzinę i zwiększać lub zmniejszać intensywność treningu w zależności od aktywności użytkownika. W ramach MA możliwości aktywizujące użytkowników są praktycznie nieograniczone. 

W kampaniach płatnych najskuteczniejszy może być Facebook oraz Twitter (tutaj jednak nie na wszystkie kraje). Oba te kanały reklamowe posiadają kampanie, których natywnym celem jest aktywizacja użytkowników w aplikacji. 

Płatna promocja strony

Poza aplikacją mobilną możemy również wykorzystywać kampanie płatne do promocji strony. Tutaj mamy już dużo większe możliwości wyboru typów kampanii jak również optymalizacji i aktywizacji użytkowników. 

W ramach promocji strony przede wszystkim warto wykorzystać kampanie Google Search Network z kierowanie na słowa kluczowe związane z treningiem w domu, ćwiczeniami, aplikacją do ćwiczeń itp. Wstępna analiza słów kluczowych pokazuje coraz większe zainteresowanie tego typu usługami. W ostatnich miesiącach dochodzimy do 6 milionów wyszukiwań miesięcznie na całym świecie uwzględniając powiązane hasła. Koszt kliknięcia w ramach takiej kampanii waha się w zależności od kraju, konkurencji, jakości reklamy i strony docelowej. Z pewnością jednak jest to jeden z najskuteczniejszych kanałów reklamowych online. 

Media społecznościowe również są skuteczne w zwiększaniu ilości użytkowników na stronie, dodatkowo umożliwiają połączenie płatnych kampanii z budowaniem organicznej społeczności, której zasięg zwiększa się samodzielnie niezależnie od nakładów na reklamy. Tutaj wyróżniają się trzy kanały:

  1. Facebook jako kanał reklamowy najbardziej uniwersalny, z największą liczbą użytkowników oraz zazwyczaj najniższym kosztem przejścia na stronę i pozyskania użytkownika.
  2. Instagram posiada najlepszą pod kątem produktu fitness grupę docelową, pozwala on na stworzenie społeczności i dzielenie się efektami treningu, co zwiększa widoczność marki, chociaż koszt przejścia na stronę jest zazwyczaj wyższy niż w przypadku Facebooka.
  3. Na koniec YouTube, który wprawdzie nie generuje zbyt wielu przejść na stronę i koszt kliknięcia jest tutaj bardzo wysoki, jednak w dobie przeniesienia się treningów fitness do internetu jest to bardzo ważny kanał wizerunkowy. Liczba wyświetleń w kampanii YouTube jak widać poniżej jest ograniczona praktycznie tylko budżetem, a szerokie możliwości kierowania, możliwość ponownego dotarcia do osób oglądających filmy oraz budowanie sekwencji reklamowych mogą okazać się kluczowe w zwiększaniu świadomości marki na rynku i dotarcia do potencjalnych klientów. Możemy również wykorzystywać kampanie Google Display Network w celu aktywizacji wszystkich użytkowników i zwiększania ruchu na stronie. 

W ramach działań na stronie możemy również wykorzystywać Marketing Automation komplementarnie do aktywizacji użytkowników aplikacji mobilnej. Wiele systemów MA pozwala na łączenie działań w aplikacji z działaniami na stronie. Przykładowo może się to odbywać w ten sposób, że w chwili gdy użytkownik dostaje powiadomienie w aplikacji mobilnej, że jego znajomi weszli do wirtualnej szatni po włączeniu komputera dostanie webpush z linkiem do odbywającego się treningu, do którego będzie mógł od razu dołączyć. Tutaj również nie ma ograniczeń jeśli chodzi o wykorzystanie MA do aktywizacji istniejących klientów i na tego typu stronach są one koniecznością. 

Bardzo ciekawi nas Twoje zdanie i ocena naszego pomysłu.  Daj znać w komentarzach, lub skontaktuj się bezpośrednio:

/Powyższy pomysł to koncept agencji Autentika, która specjalizuje się w budowie cyfrowych produktów z obszaru web, mobile i e-commerce. Czuj się swobodnie, chcąc wykorzystać jego elementy w swoich projektach.”

Jak uniknąć 7 najczęstszych błędów przy projektowaniu aplikacji mobilnej?

Minimalizm, intuicyjność, funkcjonalność – tym powinna charakteryzować się dobra aplikacja mobilna. Inspirację można czerpać z działań największych marek. Weźmy chociażby Facebook, Google lub Microsoft. Łatwo zauważyć, że firmy te dzielą swoje rozwiązania na mniejsze aplikacje, z których każda ma jasno sprecyzowany cel. Sam YouTube to cztery osobne aplikacje w systemie iOS: aplikacja główna, dla dzieci, do muzyki (Music) oraz dla twórców (Studio). Jak pokazują ich doświadczenia, to podejście całkiem nieźle się sprawdza.  

Zbudowanie idealnej aplikacji mobilnej nie jest jednak proste. Na tej drodze stoi wiele pułapek, w które wpadamy przy projektowaniu poszczególnych rozwiązań. Co warto zrobić, aby ich uniknąć? 


1. Usuń zbędne funkcje

To naturalne, że pokusa dodawania kolejnych funkcji jest ogromna. Lubimy wymyślać nowe rzeczy, tworzyć innowacyjne produkty i za każdym razem zadziwiać użytkowników. Jednak w przypadku aplikacji mobilnych mniej oznacza więcej. Dlatego – bez zbędnych sentymentów – warto na każdym etapie prac eliminować funkcje, które nie są konieczne do sprawnego działania. 

Znalezienie złotego środka nie jest proste, ale zwykle okazuje się dużo bardziej opłacalne od generowania niepotrzebnych, skomplikowanych rozwiązań. Lepiej jest bowiem szybko poddać swój pomysł ocenie użytkowników i dopiero na podstawie ich doświadczeń dodać kolejne elementy. Zasypanie odbiorców nadmiarem opcji może ich przytłoczyć i zniechęcić do korzystania z naszej aplikacji. Warto pamiętać – odbudowanie reputacji jest dużo trudniejsze niż zaskoczenie użytkowników aktualizacją, w której znajdzie się funkcja, o którą prosili.   

  
2. Nie komplikuj architektury informacji

Odbiorcy zawsze oczekują, że znajdą potrzebną im informację w możliwie najkrótszym czasie. Dlatego dobrze zaprojektowana architektura treści to duża sztuka, na którą składa się symbioza wielu elementów – organizacji, nazewnictwa, nawigacji oraz wyszukiwania. Ich połączenie sprawia, że użytkownicy intuicyjnie trafiają do określonego celu. 

Ułatwienie im tego zadania powinno stać się jednym z naszych priorytetów. Treści powinny być tak rozmieszczone, aby odbiorca poruszał się po nich niemal automatycznie. Jeśli na którymś etapie poczuje się jak poszukiwacz ukrytych skarbów, z dużym prawdopodobieństwem zrazi się do korzystania z naszej aplikacji. 


3. Nie ignoruj gotowych rozwiązań

Ten punkt ściśle łączy się z poprzednim, a jego clou zawiera się w stwierdzeniu: “nie wyważaj otwartych drzwi”. Standardy wzorców nawigacji, jak również wyglądu popularnych ikon czy kontrolek były tworzone przez lata i są wynikiem wielu testów, a użytkownicy zdążyli się do nich przyzwyczaić. Ba! Wręcz oczekują, że znajdą je także w Twojej aplikacji.

W tym przypadku puszczenie wodzy fantazji i zaproponowanie własnych, unikalnych rozwiązań można porównać do umieszczenia w treści elementów obcego języka. Niby można się ich nauczyć, ale po co tracić swój cenny czas?  


4. Dostosuj projekt do systemu operacyjnego 

Systemy iOS i Android różnią się od siebie wieloma szczegółami, które mają znaczenie dla użytkowników przyzwyczajonych do konkretnej platformy. Mowa tu o wyglądzie pojedynczych elementów interfejsu czy obsługiwanych gestach. Dlatego tworzenie jednej “uniwersalnej” wersji w większości przypadków mija się z celem. To, co dobrze działa w systemie iOS, może być mylące dla użytkowników platformy Android. I na odwrót. 

Decydowanie się wyłącznie na jeden system także nie jest dobrym rozwiązaniem. Multiplatformowość to dzisiaj standard. 


5. Projektuj dla użytkowników — nie dla siebie

Kim jest osoba, dla której projektujemy? Czym się charakteryzuje? Jakie ma problemy, które chcemy rozwiązać? W jakich sytuacjach będzie używać naszej aplikacji? Te pytania należy sobie zadać już na samym początku całego procesu. Dlaczego? Ponieważ konkretne dane pozwolą nam trzymać się jasno określonej ścieżki i… powstrzymać się przed pokusą dodawania czegoś od siebie. 

Zapominanie o grupie docelowej – jej potrzebach, preferencjach i przyzwyczajeniach – jest bowiem dużym błędem. Nasze wyobrażenia nierzadko mijają z tym, czego faktycznie oczekują użytkownicy. Coś, co dla nas i całego zespołu wydaje się oczywiste i funkcjonalne, może zupełnie nie sprawdzać się w przypadku osób, do których kierujemy produkt. Dokładna analiza tego, kim jest odbiorca i w jakim kontekście będzie korzystał z danej funkcji, pozwoli stworzyć rozwiązania maksymalnie intuicyjne w obsłudze. 


6. Weź pod uwagę, co mówią inni

Wypuszczenie aplikacji mobilnej to dopiero początek drogi. Na rynku codziennie pojawiają się tysiące nowych produktów, dlatego ciągłe udoskonalenia są niezbędne. W tym procesie dużą rolę odgrywają informacje zwrotne od użytkowników. Warto wziąć pod uwagę pytania, jakie zadają, a także opracować sprawny system rozwiązywania problemów. 

Zetknięcie z krytycznymi ocenami funkcji, która wydawała nam się odkrywcza i przełomowa, może być bolesne. W tej grze liczy się jednak elastyczność. Może się bowiem okazać, że odbiorcy sami wskażą nam kierunek, którym powinniśmy podążać, a dzięki temu lepiej odpowiedzieć na ich potrzeby. 


7. Przyjmij realistyczny termin 

Twórcy aplikacji mobilnych wiedzą, że ich budowa zajmuje sporo czasu – klienci oczekują natomiast jak najszybszej realizacji. Jak pogodzić te dwie kwestie? Kluczem do sukcesu jest racjonalny kompromis, który zakłada sprawną pracę, ale bez pomijania ważnych elementów procesu, na przykład dokładnego testowania. 

W kwestii terminów niezbędny jest zdrowy rozsądek obu stron. Nie da się bowiem przewidzieć wszystkich problemów czy wyzwań, z którymi będziemy musieli się zmierzyć. Nie ma też nic gorszego niż aplikacja, która w dniu premiery wymaga solidnego dopracowania lub ma poważne błędy. 

Podsumowanie

Jak łatwo się domyślić, repertuar pułapek, które warto omijać, jest dużo bogatszy. W grę wchodzą przecież dodatkowo kwestie budżetu, marketingu czy braku wyznaczonych celów, dzięki którym dowiemy się, czy nasz pomysł odniósł sukces. Dlatego jeśli chcesz wiedzieć więcej na temat tworzenia aplikacji mobilnych, skontaktuj się z nami. Chętnie porozmawiamy o Twoim projekcie. 

Z dobrego na lepsze, czyli jak poprawiliśmy naszą stronę

Szybkość działania serwisu to jeden z najważniejszych czynników kształtujących tzw. doświadczenie użytkownika (ang. user experience). W Autentice na bieżąco śledzimy trendy i wytyczne Google z myślą o naszych klientach. No i cóż… grzechem było nie skorzystać na własnym podwórku. Dlatego niedawno znaleźliśmy czas, by zoptymalizować również witryny autentika.pl.

To nie tak, że szewc bez butów chodzi. Pod względem wydajności nasza strona była całkiem niezła. Ale jeśli coś może być jeszcze lepsze, dlaczego by nad tym nie popracować? Szczególnie gdy w stawce znajdują się: wyższe wyniki SEO, większa konwersja, poprawa UX czy niższy współczynnik odrzuceń. 

W przypadku autentika.pl musieliśmy się zmierzyć z trzema, a właściwie czterema wyzwaniami.

Pierwszym z nich był zbyt długi TTFB, czyli czas reakcji serwera. Wynosił on ok. 150-200 ms. Drugim priorytetem było wyeliminowanie kodu JavaScript i CSS, który blokował renderowanie. Kolejna sprawa to duża ilość danych przy pobieraniu strony HTTP/1.1. No i na koniec – sam WordPress. 

Aby uporać się z tymi problemami, wdrożyliśmy najlepsze praktyki web performance, a wśród nich m.in.:

  • Refaktoring frontu z użyciem frameworka Vue – mówiąc po ludzku, przepisaliśmy cały frontend serwisu, zostawiając w niezmienionej formie warstwę wizualną.
  • Ładowanie z użyciem HTTP/2 Push – więcej na ten temat przeczytacie w artykule Grzegorza: HTML Preload i HTTP/2 Push w praktyce
  • Zoptymalizowane, progresywne obrazy – teraz obrazki wczytują się szybciej i nie przeszkadzają w poruszaniu się po stronie.
  • Brak blokującego rendering JavaScript i CSS – ogólnie rzecz ujmując, posprzątaliśmy kod, dzięki czemu zyskaliśmy na wydajności i szybkości działania strony.
  • Mocna optymalizacja ładowania fontów – to nadaje się na osobny artykuł, ale najważniejsze, że nowe metody znacząco przyspieszają działanie serwisu!

Jakie wyniki udało nam się osiągnąć? Najważniejsze z nich to: ultraszybkie ładowanie, minimalne oczekiwanie na treść po przeładowaniu, zgodność ze standardem PWA, TTFB ok. 30-60 ms. No i frontend niezależny od backendu – jako wisienka na torcie.

A to wszystko po to, aby dzisiaj nasi użytkownicy mogli się cieszyć naprawdę dobrym, średnim czasem wczytywania strony. Zresztą, sprawdźcie sami 🙂 

E-commerce w mobile nadal na czasie

Pandemia koronawirusa sprawiła, że zakupy w internecie stały się jeszcze bardziej popularne. W tym kontekście zadbanie o platformę sprzedażową w wersji desktop jest ważne, jednak nie można zapominać o mobile. Jak czytamy w raporcie “E-commerce w Polsce 2019” Gemius dla e-Commerce Polska, aż 61% osób robiących zakupy online używa do tego smartfona. Na razie nie mamy danych potwierdzających, że w obecnej sytuacji ten odsetek wzrósł, ale wydaje się to bardzo prawdopodobne. Podczas gdy domowe komputery okupują dzieci lub inni członkowie rodziny pracujący zdalnie, telefon wydaje się być najwygodniejszą formą “buszowania” po e-sklepach. 

Co o zakupach przez smartfona mówią statystyki?

Traktowanie po macoszemu platformy sprzedażowej w wersji mobile jest dużym błędem. Liczby mówią bowiem same za siebie:

  • blisko 95% użytkowników internetu odwiedziło jakiś sklep online (bez względu na urządzenie), z czego 42% dokonało zakupu na telefonie (1)
  • 6 na 10 respondentów deklaruje multichanneling podczas robienia zakupów przez internet za pomocą urządzeń mobilnych, a 68% wykorzystuje go do porównywania cen podczas kupowania (2)
  • 56% pytanych użytkowników potwierdza, że zdarza im się sprawdzać różne produkty na telefonie w trakcie rozmowy ze znajomymi (3)
  • 68% użytkowników przyznaje, że zdarza im się porównywać ceny tych samych produktów na telefonie (4)

Smartfon odgrywa więc istotną rolę w procesie zakupów przez internet. Tym bardziej że korzystamy z niego średnio ponad 2 godziny dziennie (5). Telefon towarzyszy nam od razu po przebudzeniu i tuż przed zaśnięciem – o wiele częściej zaglądamy do niego niż pozwalamy sobie na posiedzenie przed komputerem po godzinach pracy. To efekt przekonania, że sprawdzenie czegoś na smartfonie trwa tylko chwilę, a włączenie laptopa grozi ryzykiem “przepadnięcia” na długie godziny. 

W dobie epidemii te aspekty ulegają jeszcze dodatkowemu wyostrzeniu. Wielu z nas uważa ponadto, że e-zakupy są bezpieczniejsze niż wizyta w sklepach stacjonarnych (6). A jeśli dodać do tego większą ilość czasu, jaki spędzamy w domach, to perspektywa szybkich zakupów z telefonu wydaje się jeszcze bardziej kusząca. 

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują więc, że to odpowiednia pora na usprawnienie działania naszego sklepu w wersji mobile. Na co warto zwrócić szczególną uwagę?

8 dobrych praktyk

Jeśli chcemy sprawić, aby nasz sklep w wersji mobilnej był przyjazny dla klientów, musimy pamiętać o kilku czynnikach, które zniechęcają użytkowników do przeprowadzenia transakcji za pośrednictwem smartfona i są główną przyczyną porzucania przez nich koszyków. Wśród nich wymienić można na przykład: niedostosowanie strony do urządzeń mobilnych, niewygodne formularze czy zbyt dużą liczbę czynności, jakie trzeba wykonać podczas zakupu (7). Można jednak uniknąć tych błędów, stosując się do dobrych, sprawdzonych praktyk:

  1. Less is more

Strony produktowe są miejscem, gdzie odbywa się prawdziwa decyzja zakupowa, a sam mobile sprzyja ich szybszemu podejmowaniu. Nie zawsze więc wszystkie elementy, dodatkowe opisy czy też produkty powiązane muszą być widoczne od razu. Praktyka “less is more” obrazuje podejście, jakie powinno się stosować także wobec stron głównych przeznaczonych dla mniejszych ekranów. Co się nie sprawdza? Przede wszystkim długie teksty oraz karuzele banerów (użytkownicy, o wiele szybciej niż na desktopie, przewijają pierwszy poziom ekranu).

  1. Czysty i czytelny checkout 

Na małym ekranie trudno jest zmieścić wszystkie informacje, więc nie jest to dobre miejsce na dosprzedaż kolejnych produktów, promocje i inne rozpraszacze. Podczas checkoutu użytkownik powinien przede wszystkim w sposób wygodny zrealizować zakupy. Dawniej modny one-page checkout, dla wielu rozwiązań e-commerce w mobile nie będzie dobrą opcją, ponieważ wraz z kolejnymi scrollami znacząco spada skupienie uwagi. Warto postawić więc na kilka szybkich i prostych kroków. Realizacja zakupów w kilkanaście sekund jest możliwa!

  1. Proste, krótkie formularze

Formularze stanowią nieodłączny element procesu zakupowego, jednak nie zawsze musi to być długa lista pól do wypełnienia. Warto się zastanowić, czy faktycznie wszystkie dane są potrzebne do realizacji zamówienia. Postawmy także na autouzupełnianie pól i automatyzację niektórych elementów (wybrałeś kod pocztowy? Świetnie! W polu “Miejscowość” zaproponujemy odpowiadające miasto). Duplikacja pól to przeżytek i nie powinno się nękać użytkownika powtórnym wpisywaniem czegoś, co już wcześniej podawał.

  1. Wspieranie cross-device to obowiązek

Aż 57% kupujących online potwierdza, że zdarza im się rozpocząć zakupy na urządzeniu mobilnym, ale kończyć je na komputerze (8). Smartfony są bowiem wygodne i praktyczne – użytkownik może w prosty sposób przeglądać katalogi produktów, wyszukiwać oferty i składać swój koszyk czy też listę zakupów. Jednak w chwili ostatecznej decyzji, część klientów woli przejść proces zakupowy na komputerze, na spokojnie, z pełną kontrolą i poczuciem bezpieczeństwa. Warto więc im to ułatwić. 

  1. Dobrze przemyślane kategorie produktów

Wiele sklepów ma bardzo rozbudowane kategorie produktów. O ile w widoku desktopowym można wykorzystać rozwiązanie typu mega-menu, o tyle na mniejszych ekranach jest to niemożliwe. Projektując rozwiązanie na mobile, lepiej jest zacząć od dobrego opracowania kategoryzacji i wykorzystania zagnieżdżonych grup. Po wywołaniu menu, postaraj się, by użytkownik widział główne kategorie na jednym ekranie. Kliknięcie w główną kategorię powinno wyświetlać jej podkategorie w nowym panelu – dzięki temu użytkownik nie będzie przytłoczony pozostałymi, niepowiązanymi kategoriami (jak ma to miejsce w harmonijkowym rozwijanym menu) i pozostanie w kontekście swojego wyboru. Przy opracowywaniu drzew kategorii, bazuj na modelach mentalnych swoich klientów – zapytaj ich, gdzie spodziewaliby się znaleźć dany produkt, zamiast zmuszać ich do błądzenia w sztywnej, narzuconej na przykład przez system magazynowy, kategoryzacji.

  1. Wyszukiwarka jest przydatna!

Nie traktuj wyszukiwarki w swoim sklepie jako zło konieczne. Wielu zaangażowanych (i świadomych tego, co chcą kupić) użytkowników chętnie korzysta z tej funkcji, zamiast błądzić po katalogach. Jeśli klient chce wyszukać konkretny produkt w Twoim sklepie, zapewnij mu warunki umożliwiające maksymalne skupienie – nie opakowuj pola wyszukiwania innymi elementami interfejsu – tutaj dobrze się sprawdza wyszukiwanie pełnoekranowe. Dodatkowe funkcje w postaci inteligentnych podpowiedzi przyspieszą decyzję o zakupie i tym samym przełożą się na wzrost konwersji.

  1. Ważna jest szybkość (a także jej wrażenie)

Jesteśmy przyzwyczajeni do szybkich reakcji na nasze akcje, dlatego zadbaj o szybkość działania swojego sklepu. Oczywiście, nie każda strona będzie się ładować w ułamku sekundy, więc złym pomysłem byłoby pozostawienie użytkownika z pustym ekranem lub jedynie animowaną ikoną ładowania. Żeby sprawić wrażenie szybkości i zmienić nieco percepcję upływu czasu, warto stosować rozwiązania z ładowaniem szkieletu strony, z zarysowanymi elementami, które po pełnym załadowaniu zostaną wypełnione treściami.

  1. Sekcja “Zakupy” w Google

Coraz częściej użytkownicy zaczynają zakupy od wyszukiwania produktów w wyszukiwarce Google. Dodatkowa sekcja “Zakupy” zdecydowanie ułatwia klientom sprawne porównanie cen i opisów w kilku sklepach na jednym ekranie. Zadbaj o to, by prezentacja produktów z Twojego sklepu była czytelna i przykuwała większą uwagę niż propozycje konkurencji.

***

Jeśli chcesz wiedzieć więcej o tworzeniu przyjaznych e-sklepów w wersji mobile, skontaktuj się z nami. Chętnie przyjrzymy się Twojej stronie i pokażemy, jakie usprawnienia warto wprowadzić. 

Źródła:
1. Raport “Digital 2020 – Poland” opublikowany przez WeAreSocial we współpracy z Hootsuite (styczeń 2020) [https://datareportal.com/reports/digital-2020-poland]

2. Raport “E-commerce w Polsce 2019” Gemius dla e-Commerce Polska (2019) [https://www.gemius.pl/wszystkie-artykuly-aktualnosci/raport-e-commerce.html]

3. Tamże. 

4. Tamże.

5. Raport “Digital 2020 – Poland” opublikowany przez WeAreSocial we współpracy z Hootsuite (styczeń 2020) [https://datareportal.com/reports/digital-2020-poland

6. “E-commerce w czasie kryzysu 2020” Mobile Institute dla Izba Gospodarki Elektronicznej (2020) – kontekst SARS-CoV-2 [https://eizba.pl/raport-e-izby-e-commerce-w-czasie-kryzysu-2020/

7. Raport “E-commerce w Polsce 2019” Gemius dla e-Commerce Polska (2019) [https://www.gemius.pl/wszystkie-artykuly-aktualnosci/raport-e-commerce.html]

8. Tamże.

Dlaczego warto inwestować w rozwiązania touchless? (szczególnie teraz)

Jeszcze pół roku temu… większość czynności wykonywaliśmy automatycznie. Przycisk w windzie, klamka do klatki, rzut oka na smartfon, ekran dotykowy w bankomacie, PIN na terminalu w kawiarni, znowu smartfon, łyk kawy z papierowego kubka, biletomat lub parkometr. Aha, jeszcze przesyłka z paczkomatu. 

W ten sposób w przeciągu godziny na naszych dłoniach zbierały się miliony bakterii, wirusów i innych drobnoustrojów. Następnie przenosiliśmy je na twarz, ubrania, torbę, telefon, komputer i kilka kolejnych przedmiotów. Jeszcze pół roku temu… to były zwykłe elementy codzienności, których nikt nie rozpatrywał w kategorii zagrożenia. Przecież systematycznie myjemy dłonie.

Dzisiaj… Zmiany, które przyniosła pandemia zostaną z nami na dłużej. Nasza nieufność wobec urządzeń w przestrzeniach publicznych znacząco wzrosła. Przybrała rozmiary, wobec których najnowsza technologia nie pozostanie obojętna. Kryzys doprowadził do umocnienia pozycji smartfona uzbrojonego m.in. w aplikacje płatnicze, a także inne systemy obsługiwane bezdotykowo. I biznes już to wie.

Telefon jako pilot do obsługi nowej rzeczywistości

Pandemia koronawirusa spowoduje, że w najbliższym czasie będziemy obserwować wysyp “cyfrowych olśnień”, które potrzebowały katalizatora w postaci globalnej epidemii i wyzwań gospodarczych z nią związanych. Do obsługi większości rozwiązań touchless wystarczy nam własny, “bezpieczny” smartfon.

Jeszcze przed koronawirusem mieliśmy szansę wypróbować kilka tego typu wdrożeń. Jeśli spojrzeć na nie z perspektywy obecnej sytuacji, wprowadzono je w idealnym momencie. A oto kilka przykładów, w których aplikacje z powodzeniem zastąpiły bezpośredni kontakt z urządzeniem:

  • Biletomaty – JakDojadę, SkyCash, MPay 
  • Parkometry – MobiParking
  • Paczkomaty – aplikacja InPost umożliwiająca bezdotykowy odbiór przesyłki
  • Terminale płatnicze – płatność telefonem 
  • Weryfikacja tożsamości – rządowa aplikacja mObywatel

Podobne mechanizmy wykorzystują pierwsze na polskim rynku lodówkomaty, które niedawno wprowadził InPost. Można w nich odebrać zakupy spożywcze zamówione za pośrednictwem Auchan Direct, a tym samym nie spotykać się ze sprzedawcą czy innymi osobami w sklepie.

Przedstawiciele InPostu sami przyznają, że rozwiązanie było gotowe już jakiś czas temu, jednak to dopiero epidemia spowodowała, że rynek błyskawicznie dojrzał do zaproponowania go konsumentom.

Firmy mają duże pole do popisu  

Tego, że za chwilę nastąpi szybki rozwój systemów bezdotykowych, jesteśmy pewni. Obecnie wszystko leży w rękach firm, które muszą dostosować się do radykalnej zmiany przyzwyczajeń swoich klientów. Oczywiście, wygrają ci, którym uda się to zrobić sprawniej od innych. A wiele w tej kwestii jest jeszcze do wymyślenia. 

Weźmy na przykład bankomaty. O ile możemy z nich korzystać, nie posiadając karty płatniczej, to i tak nie unikniemy dotykania ekranów czy przycisków. Jak mógłby wyglądać taki bezdotykowy bankomat? Głównym zadaniem twórców aplikacji byłaby unifikacja interfejsów różnych urządzeń do jednolitego interfejsu w telefonie. W praktyce obsługa wyglądałaby następująco: ustalasz kwotę, jaką chcesz wypłacić, wybierasz bankomat i wyjmujesz gotówkę. Wszystko bez kontaktu z ogólnodostępnym urządzeniem. W aplikacji mielibyśmy także pełny podgląd operacji oraz wyciąg z karty. Więcej o tej koncepcji możecie przeczytać tutaj.

Podobnie jest z kasami samoobsługowymi. Jak na razie nie istnieje aplikacja, która pozwalałaby przejść przez cały proces zakupowy w sklepie, bez wciśnięcia chociaż jednego pola na ekranie. A firmy kurierskie? Niektóre z nich nadal wymagają potwierdzenia odbioru paczki mniej lub bardziej tradycyjnym podpisem (a czy nie wystarczyłby np. skan kodu QR zamiast rysika lub długopisu, które w ciągu dnia przewijają się przez setki dłoni?).

Obecnie wdrożenia bezdotykowe stają się dużą szansą dla wielu branż, które chcą albo wręcz muszą odpowiedzieć na nowe potrzeby klientów. Jeśli widzisz tu przestrzeń dla swojego biznesu, zachęcamy Cię do kontaktu. Porozmawiamy o tym, jakie rozwiązania możesz wprowadzić, aby wykorzystać potencjał smartfonów i aplikacji typu touchless.

Platformy B2B – możliwości i problemy z perspektywy eksperta z WellCommerce

WellCommerce to rozwiązanie, które kompleksowo odpowiada na potrzeby platform sprzedażowych B2B. O tworzeniu tego typu platform, wyzwaniach z nimi związanych i integracjach z innymi systemami rozmawiają Konrad Hildebrand z Autentiki oraz Adam Piotrowski z WellCommerce.

Konrad Hildebrand: Opowiesz nam o największym wdrożeniu B2B, jakie mieliście okazję przeprowadzić na platformie WellCommerce?

Adam Piotrowski: Dla jednego z wiodących dystrybutorów z branży biurowo-papierniczej powstała bardzo rozbudowana platforma B2B, obsługująca kilkanaście sklepów. System działa na następującej zasadzie: do sklepu głównego, prowadzonego przez firmę–matkę, podłączone są sklepy satelitarne, obsługiwane przez zupełnie inne podmioty. Asortyment jest automatycznie pobierany, podobnie jak informacje dotyczące konfiguracji cen (które są różne dla różnych oddziałów), rabatów, innych rodzajów spraw związanych z magazynem czy dostępności produktów w konkretnych lokalizacjach.

To rozwiązanie bardziej przypomina więc platformę sklepową lub franczyzę niż prosty system obsługi hurtowni. Z punktu widzenia naszej technologii można powiedzieć, że jest to bardzo, bardzo rozbudowany multi-store. Integracja odbywa się poprzez pliki .xml, import zaś działa automatycznie dla wszystkich informacji, które znajdują się w systemie sprzedażowym klienta, począwszy od produktów, przez rabaty, magazyny, zdjęcia, kategorie.

Czyli w tym przypadku WellCommerce wykorzystywane jest jako narzędzie do kontroli centralnego magazynu? Jestem franczyzobiorcą, biorę zaopatrzenie z centrali i podpinam się do platformy, aby to wszystko ściągnąć.

Dokładnie tak to działa. Sklepy, które są podpięte pod platformę w praktyce nie mają swoich magazynów. Jest to bardzo specyficzny, ale jednak, wariant dropshippingu. Towar wychodzi z centrali, nie jest wysyłany przez konkretny punkt sprzedaży. Tak naprawdę sklepy satelitarne służą więc do zbierania zamówień. Mają oczywiście swój odrębny wygląd, formy płatności, wysyłki, własne dynamicznie kalkulowane ceny. Ale ostatecznie zamówienie wpada do centralnego sklepu i tam jest realizowane.

U innego klienta, tym razem z branży tekstylnej, WellCommerce stanowi pewnego rodzaju nakładkę na to, co się dzieje w Comarch Optima. System został zoptymalizowany tak, aby można było szybko zamawiać duże liczby różnych wariantów produktów. Przy wszystkich kombinacjach kolorów i rozmiarów, w szczytowym momencie obsługiwano 11 tysięcy kombinacji wzór/kolor/rozmiar.

To było największe wdrożenie. A inny przykład zastosowania WellCommerce w B2B?

Drugie największe wdrożenie zrobiliśmy dla klienta, którego obsługujemy od 2012 roku. Rozwiązanie składa się z dwóch sklepów, jednego w wersji hurtowej, drugiego – detalicznej. Musieliśmy  zrealizować tutaj indywidualny system rabatowy, spełniający konkretne wymagania biznesowe klienta, a następnie cały system zintegrować z Subiektem GT.

Obok hurtowni w trybie multistore wystawiliśmy oddzielny sklep, obsługujący klientów detalicznych. Dla odbiorców hurtowych dodaliśmy ponadto interesującą funkcję rozbicia koszyka na produkty zwykłe i promocyjne. 

Obecnie klient posiada sieć kilkunastu punktów sprzedaży i wszystkie do zatowarowania korzystają z WellCommerce, a nie bezpośrednio z Subiekta. System serwuje informacje o stanach magazynowych w poszczególnych lokalizacjach i pozwala pracownikom punktów sprzedaży kompletować zamówienia bezpośrednio z poziomu sklepu internetowego.

O czym twoim zdaniem należy pamiętać, tworząc platformy B2B?

Każde wdrożenie ma pewne punkty wspólne, ale każdy klient jest inny, dlatego platforma musi spełniać zupełnie różne funkcje. System sklepowy ma za zadanie realizować politykę cenową, która jest w danym momencie potrzebna w firmie. Nie można tego spłaszczać wyłącznie do rabatów. B2B to rozwiązania, gdzie ceny kalkulowane są w zależności od klienta oraz grup asortymentowych.

Każda firma ma zupełnie inne podejście do swoich cen. Nie spotkałem się, aby w dwóch firmach ceny były wyliczane w ten sam sposób. U jednego z naszych partnerów rabaty wyliczane są w oparciu o klienta, ale dla konkretnych grup rabatowych, dla konkretnego asortymentu. Cena, jaką klient B2B otrzymuje, jest wynikiem trzech poziomów rabatowania. Potrzebne jest tu ustalenie, dla jakiej lokalizacji istnieje rabat, dla jakiej grupy i dla jakiego fragmentu kodu produktu.

Na co trzeba kłaść nacisk?

B2B ma sprzedawać, tak jak każdy inny sklep. To nie powinna być platforma do prezentacji produktów dla kontrahentów. Takie rozwiązania zapewniają katalogi sprzedażowe, które nie są typowym B2B. 

Nacisk trzeba kłaść przede wszystkim na wdrożenie polityki cenowej i logistycznej, na przykład obsługę przez różne firmy kurierskie, wyliczanie kosztów transportu w oparciu o gabaryty dostawy. Klienci biznesowi zamawiają towar w dużych ilościach, który idzie paletami. System B2B musi zapewniać obsługę przesyłek wielo-paczkowych. Dostawy to coś, co generuje koszty, więc należy pamiętać o tym, aby je odpowiednio optymalizować.

A co z płatnościami i prowizjami z nimi związanymi?

W B2B pojawiają się potrzeby obsługi zupełnie innych sposobów płatności niż te spotykane w detalu. Tam wiadomo – mamy przelew bankowy, pobranie, płatności online. W hurcie potrzebujemy kredytu kupieckiego, płatności odroczonej czy płatności split payment, podzielonej na zaliczkę i rozliczenie. Każdy, kto chce wdrożyć u siebie taki system, musi się więc zastanowić, jakie formy płatności są potrzebne w jego biznesie.

Trzeba też sobie zadać pytanie, jak tacy klienci będą obsługiwani. Może bowiem pojawić się potrzeba wdrażania mechanizmów opiekunów klienta. Możemy też mieć opiekunów całych grup asortymentowych, którzy jednocześnie zajmują się wybranymi odbiorcami. W tym rozwiązaniu każdy klient ma więc przypisaną osobę, do której  informacje o jego zamówieniach przekazywane są automatycznie.

Jakie problemy trafiają się przy wdrożeniach?

Przy samych wdrożeniach największy problem to zawsze… logistyka. To znaczy obsługa zamówień czy podział uprawnień. To częste tematy, którym trzeba poświęcić odpowiednią ilość czasu.

Ponadto dużym wyzwaniem jest przełożenie polityki cenowej danej firmy, bo w każdym projekcie ceny kalkulowane są inaczej. Nie da się stworzyć jednego globalnego mechanizmu, który będzie pasował do wszystkich sytuacji. W ramach każdej branży klienci mają przecież inne wymagania co do działania mechanizmów wyliczania cen.

Chciałbym jednak podkreślić, że to nie jest problem, ale wyzwanie. To element, który wymaga naprawdę dogłębnego przeanalizowania.

A co w sytuacji, gdy sklep działa także w trybie stacjonarnym?

Wielu z naszych klientów to są sklepy, które działają stacjonarnie. Polityka cenowa stosowana w realu nie zawsze ma sens w zakupach online, a czasami nie wszystkie mechanizmy da się w prosty sposób odwzorować. Dawanie gratisów, promocji, różnego rodzaju rabatowania w sklepach stacjonarnych różni się od tego, co można zrobić w sieci.

To jest wyzwanie dla klienta, bo to on musi dokładnie określić swoje oczekiwania. My często podpowiadamy, jak pewne rzeczy można uprościć, czasami powstają dzięki temu rozwiązania lepsze od tego, co do tej pory klient wykorzystywał. To jest jeden z najbardziej czasochłonnych elementów wdrożenia systemu. 

Do wszystkich innych rzeczy da się w jakimś stopniu wykorzystać elementy standardowe istniejące w WellCommerce: multi-store, grupy rabatowe, grupy klientów, ceny grupowe, ceny zależne od ilości, kilka różnych mechanizmów rabatowania, ceny w różnych lokalizacjach, ceny w magazynach, mechanizmy reguł koszykowych. To w większości przypadków wystarczy do uruchomienia prostego lub nawet średnio zaawansowanego B2B.

Z jakim popularnymi systemami integrowaliście WellCommerce?

Robiliśmy integrację z Comarch Optima, dzięki czemu posiadamy do niej dedykowany integrator naszego autorstwa. Rozwiązanie obejmuje standardowe zagadnienia związane z codzienną obsługą, jak synchronizacja cen, stanów magazynowych, zamówień i faktur. Dodatkowo, udało nam się także wprowadzić zarządzanie recepturami wykorzystywanymi przy produktach, które tworzone są ze składników. To może być wykorzystywane także przy odzieży czy zestawach komputerowych.

Klienta z branży lotniczej zintegrowaliśmy z jego SAPem na potrzeby sklepu wewnętrznego. To sklep z odzieżą dla pilotów, stewardes i ekip lotniskowych, który jest dostępny tylko dla pracowników. W tym przypadku nie kupują oni rzeczy za pieniądze, mają po prostu przydzielone limity, coś na kształt punktów. Z jednej strony SAP jest wykorzystywany, aby pobierać informacje o punktach i limitach zakupowych, z drugiej, aby przekazywać zamówienia do realizacji i tworzyć faktury. Nie ma tutaj jednak integracji, jeśli chodzi o sam asortyment.

Swego czasu zintegrowaliśmy się także z SAPem podczas prac dla dużego producenta napojów. Chodziło o możliwość zamawiania soków oklejanych etykietami z dedykacjami, które klienci tworzyli poprzez specjalny kreator na stronie. Mogli oni dodawać swój napis czy własne zdjęcie. Integracja zachodziła tutaj w zakresie typowo sprzedażowym – dotyczyła pobierania stanów magazynowych, smaków soków oraz przekazywania zamówień do realizacji. Dosyć prosta integracja, mówiąc ogólnie.

Prosta integracja z SAPem?

Każdy, kto integrował SAPa wie, że co SAP, to inne rozwiązania. Nie ma dwóch podobnych SAPów. Nie da się stworzyć jednego ogólnego mechanizmu , bo SAP sam w sobie, jak i sposób jego wdrożenia, będzie determinował procesy i użycie metod. Mając doświadczenie w jednym SAPie, nie możemy mówić, że znamy się na innych. Każdy jest nowym  wyzwaniem.

A inne integracje?

Mamy integracje z SubiektemGT, choć  w tym wypadku korzystamy z integracji poprzez inne oprogramowanie. Współpracujemy z firmą Firmes, która posiada gotowe rozwiązanie dla systemu Subiekt i jest to tak zwany WellBridge. Dzięki niemu możemy połączyć WellCommerce z tym systemem. U jednego klienta działa to już od ponad ośmiu lat, bez większych problemów związanych z kolejnymi aktualizacjami Subiekt GT i WellCommerce.

Wcześniej integrowaliśmy system z Symfonią, ale obecnie klienci wolą przejście z Symfoniii na rozwiązania Comarchu lub Subiekta.

Co jest ważne przy tego typu integracjach?

Istotnym elementem wielu wdrożeń są integracje nie tyle z programem magazynowym, co z zewnętrznymi hurtowniami. Na przykład, dla jednego klienta musimy obecnie zaplanować integracje z trzynastoma różnymi źródłami towaru.

W przypadku innego klienta z branży kosmetycznej nie ma integracji z typowym systemem magazynowym, bo firma korzysta z Logistiko, outsourcingu magazynowego. Bardzo ciekawa rzecz, która staje się coraz popularniejsza na rynku. Sklep całą swoją logistykę przerzucił do firmy zewnętrznej, która odpowiada za fakturowanie, pakowanie, konfekcjonowanie tego towaru, wysyłkę do klienta i obsługę zamówień, reklamacji. W tym ujęciu Logistiko staje się systemem magazynowym. Taki wariant współpracy jest bardzo podobny do Amazon Fullfillment, czyli tych integracji, gdzie towar przekazywany jest do Amazonu i w całości obsługiwany przez tamten koncern.


Design System – czym jest i dlaczego warto w niego zainwestować

Projekty IT taniej, szybciej, spójnie, zapewniając komfort użytkownikowi – dużo obietnic jak na jeden artykuł? Być może, ale wierzę, że mam podstawy aby je składać, bo chcę Ci opowiedzieć o Design Systemach.

// Jeśli na co dzień pracujesz przy DS-ach, treść tego artykułu nie będzie dla Ciebie odkrywcza. W artykule chcemy przybliżyć raczej podstawową wiedzę.

Co to Design System?

Design System to zbiór zasad, narzędzi i procesów usprawniających projektowanie, budowę i rozwój cyfrowych produktów bla bla bla… O, ale to nie do mnie tak, do mnie nie.

Tak, to skomplikowane. Postaram się wyjaśnić Ci to na przykładzie przycisku. Przygotowanie tego prostego elementu to szereg decyzji: kształt, wypełnienie, rozmiar, cień, typografia, marginesy, efekty po najechaniu i kliknięciu, ikona, czy wreszcie końcowy kod odpowiedzialny za jego wykorzystanie w systemie. Dodajmy, że taki przycisk ma współgrać z innymi elementami aplikacji, których są dziesiątki, czasem setki.

I tu zaczyna się historia, którą zna każdy, kto miał okazję zetknąć się z budową systemów IT:

  • projektant UX nie zajmuje się większością wymienionych cech przycisku,
  • projektant grafiki zaprojektuje nowy wygląd przycisku do każdego z tworzonych projektów,
  • front-end developer napisze kod mnożąc rozbieżności kolejnymi własnymi decyzjami.

A to dopiero początek problemów. Pomnóżmy to przez liczbę projektów w firmie i osób przy nich pracujących, uwzględnijmy rotację pracowników i całych zespołów, presję czasu i budżetu.

Efekt? Oto zbiór przycisków do udostępniania treści w mediach społecznościowych pochodzących z tytułów jednego wydawnictwa:

Z czym mamy tu do czynienia?

Strata czasu i energii – rozwój aplikacji jest ograniczony długim czasem projektowania i developmentu.

Słaby UX – użytkownicy korzystający z wielu aplikacji tej firmy nie mają poczucia poruszania się w jednolitym ekosystemie.

Brak spójności – każdy system tej firmy wygląda i działa inaczej, nawet jeśli na pierwszy rzut oka posiada podobne elementy.

Wysokie koszty – firma wielokrotnie ponosi koszty wytworzenia tych samych rozwiązań osobno w wielu miejscach.

I tu, na białym koniu wjeżdża Design System.

W praktyce Design System to biblioteka komponentów łączących design i kod oraz wiedza, jak ich używać. Wszystko w myśl idei – zrób raz, używaj wielokrotnie.

I nie, sama biblioteka komponentów to nie DS. Sam design czy kod to nie DS. Sama wiedza to nie DS. Wszystkie te elementy muszą wystąpić i być rozwijane równocześnie jako proces i ostateczne źródło prawdy projektantów i developerów.

Dla kogo jest Design System?

Przesłanki wskazujące na potrzebę budowy Design Systemu w organizacji można sprowadzić do kilku wspólnych cech. 


Jeśli Twoja firma ma już rozbudowany ekosystem projektów IT, które zamierza rozwijać, możecie potrzebować Design Systemu. 


Jeśli Twoja firma planuje budowę nowych projektów IT, możecie potrzebować Design Systemu.

Jeśli zespoły projektantów i developerów w Twojej firmie mają problemy w komunikacji i uzyskaniu spójnych efektów swojej pracy, możecie potrzebować Design Systemu. 

Celowo używam słowa “możecie” gdyż dyskusja wokół Design Systemu to zdecydowanie bardziej złożona sprawa. W pierwszych rozmowach z naszymi klientami szczegółowo przyglądamy się portfolio jego projektów, platformom na jakich działają, technologiach w jakich są wykonane, określamy oczekiwany i możliwy poziom spójności, analizujemy strukturę i kompetencje zespołów wdrożeniowych.

Nie ma jednej uniwersalnej drogi do budowy Design Systemu. Plan będzie zależał od ekosystemu projektów IT Twojej firmy oraz celów, jakie chcesz osiągnąć.

Co zyskasz mając Design System

Stawka jest wysoka. Prawidłowo wdrożony, używany i rozwijany Design System to konkretne korzyści dla Twojego biznesu:

  1. Taniej i szybciej wytworzysz nowe projekty przez wzrost wydajności projektowania i developmentu.
  2. Oszczędzisz na rozwoju istniejących produktów, ponieważ Wasz kod będzie można wielokrotnie użyć, a prototypowanie stanie się szybkie.
  3. Ujednolicisz działanie i wygląd aplikacji w ramach firmowego ekosystemu.
  4. Zapewnisz komfort użytkownikom korzystającym z Twoich produktów, promując dobry UX i powtarzalne schematy użytkowe.

Aby nie być gołosłownym polecam Ci przejrzeć sztandarowe rozwiązania gigantów IT. Oni już od pewnego czasu udowadniają, że Design System jest znaczącym usprawnieniem ich produkcji:

Decyzja o rozpoczęciu pracy nad Design Systemem musi być poprzedzona rzetelną analizą i mieć mocne podstawy biznesowe. I właśnie do takiej dyskusji zachęcamy Twoją firmę. Czy jesteście na nią gotowi?

PS Jeśli chcesz wiedzieć więcej o Design System, odwiedź naszą stronę: https://designsystem.pl/